Pacjent ma prawa, a co z psem i kotem domowym?
Ciemna strona projektu posłów Koalicji Obywatelskiej
W przestrzeni publicznej z wielkim entuzjazmem przyjęto zapowiedź nowego projektu ustawodawczego autorstwa posłów Koalicji Obywatelskiej, reprezentowanych przez posłankę Katarzynę Piekarską. Założenie brzmi humanitarnie i nowocześnie: pacjenci przebywający w szpitalach – w tym dzieci, seniorzy, pacjenci onkologiczni czy osoby w stanie terminalnym – mieliby zyskać prawne narzędzie umożliwiające im kontakt z własnymi zwierzętami domowymi.
Uzasadnienie projektu opiera się na znanych i udowodnionych korzyściach płynących z zooterapii: redukcja stresu, obniżenie ciśnienia krwi, poprawa dobrostanu psychicznego pacjenta. Niestety, analizując założenia tego projektu z perspektywy etologicznej i weterynaryjnej, wyłania się z niego głęboki, systemowy antropocentryzm. Po raz kolejny zwierzę zostaje potraktowane wyłącznie jako narzędzie – „żywy plaster” na ludzkie cierpienie – bez jakiejkolwiek refleksji nad jego kosztem emocjonalnym i fizycznym.
Szpital jako środowisko skrajnie awersyjne
Przeniesienie zwierzęcia, a w szczególności kota domowego, z jego bezpiecznego, znanego terytorium do placówki medycznej jest dla niego źródłem gigantycznego stresu sensorycznego. Zwierzęta te postrzegają świat w sposób znacznie bardziej czuły niż ludzie. Szpital z perspektywy psa czy kota to:
-
Skrajny stres węchowy: Intensywne zapachy środków dezynfekcyjnych, detergentów, leków, a także specyficzne markery zapachowe chorób i ludzkiego lęku.
-
Agresja akustyczna: Praca aparatury medycznej, systemy przywoławcze, metaliczny stukot wózków, głośne i nagłe dźwięki na korytarzach.
-
Utrata kontroli: Dla kota domowego, który jest zwierzęciem silnie terytorialnym, pozbawienie go możliwości schronienia się i poddanie ciągłej ekspozycji na bodźce obce oznacza wejście w stan permanentnego zagrożenia.
Ustawodawca, pisząc o „humanizacji opieki medycznej”, całkowicie zapomina, że humanizacja ta odbywa się kosztem drastycznego obniżenia dobrostanu zwierzęcia.
Utopijne założenia w realiach niskiej świadomości społecznej
Wprowadzenie zwierząt domowych na oddziały szpitalne wymagałoby rygorystycznych, precyzyjnych procedur nadzoru. Tymczasem w polskich realiach – gdzie świadomość rzeczywistych potrzeb gatunkowych zwierząt domowych i udomowionych wciąż jest na dramatycznie niskim poziomie – projekt ten staje się po prostu niebezpieczny.
-
Brak kwalifikacji behawioralnej: W profesjonalnej zooterapii zwierzęta przechodzą wielomiesięczną, restrykcyjną selekcję i szkolenie. Projekt poselski zakłada wpuszczenie do szpitali zwierząt przypadkowych. Zwierzę lękliwe, reaktywne czy straumatyzowane samą podróżą, postawione w sytuacji bez wyjścia, może odpowiedzieć agresją lękową. To stwarza bezpośrednie zagrożenie dla osłabionych pacjentów oraz personelu.
-
Problem z odczytywaniem mowy ciała: Przeciętny opiekun ma ogromny problem z prawidłową interpretacją subtelnych sygnałów stresu u swojego podopiecznego (takich jak zamrożenie, spłaszczenie sylwetki, oblizywanie się czy mikrosygnały dystansujące) w warunkach domowych. Trudno oczekiwać, że ten sam opiekun, obciążony stresem związanym z chorobą bliskiej osoby, nagle wykaże się ekspercką uważnością w sali szpitalnej.
-
Przerzucenie odpowiedzialności na personel: Kto ma oceniać, czy dane zwierzę nadaje się do wejścia na oddział? Pracownicy ochrony? Pielęgniarki? Lekarze? Obarczanie i tak już skrajnie przeciążonego personelu medycznego obowiązkiem weryfikacji behawioralnej i sanitarno-epidemiologicznej zwierząt jest absurdem.
Brak systemowych fundamentów ochrony zwierząt
Nie można budować skomplikowanych i wymagających procedur „współpracy” ze zwierzętami w kraju, który wciąż nie potrafi poradzić sobie z absolutnymi podstawami ich ochrony. Mowa tu chociażby o braku powszechnej, obligatoryjnej kastracji i sterylizacji, bezradności gmin wobec problemu bezdomności czy powszechnym przyzwoleniu na ignorowanie praw zwierząt.
Jeżeli jako społeczeństwo nie potrafimy zapewnić podstawowego dobrostanu zwierzętom w ich środowiskach bytowych, tworzenie przepisów sankcjonujących wprowadzanie ich do tak trudnego środowiska jak szpital jest przejawem skrajnej nieodpowiedzialności legislacyjnej.
Podsumowanie: Projekt do całkowitej redefinicji
Projekt w obecnej formie legitymizuje wykorzystywanie zwierząt bez zapewnienia im jakichkolwiek standardów ochrony prawnej i behawioralnej. Jeżeli ustawodawca upiera się przy wdrożeniu tego rozwiązania, w zespole projektowym muszą znaleźć się niezależni etolodzy, zoopsycholodzy i lekarze weterynarii.
Konieczne jest wprowadzenie twardych kryteriów brzegowych: od obligatoryjnych, certyfikowanych zaświadczeń o profilaktyce zdrowotnej, aż po bezwzględny wymóg wcześniejszej oceny predyspozycji behawioralnych zwierzęcia przez uprawnionego specjalistę. W przeciwnym razie „humanizacja” medycyny stanie się po prostu kolejną formą sankcjonowanej prawnie opresji wobec zwierząt.



