Argument, że kastracja kota jest „niezgodna z naturą”, pojawia się bardzo często — jednak w rzeczywistości opiera się na błędnym rozumieniu samego pojęcia natury.
Kot domowy (Felis catus) nie jest już gatunkiem dzikim. To zwierzę udomowione i hodowlane, którego los na przestrzeni tysięcy lat związał się całkowicie z człowiekiem. To człowiek decyduje o jego pożywieniu, zdrowiu, miejscu bytowania, a w przypadku kotów wolno żyjących — o przetrwaniu całych populacji.
W naturze procesy regulują się same — słabsze osobniki nie rozmnażają się, a populację ograniczają choroby, głód i drapieżniki. W świecie, w którym człowiek karmi i chroni koty, te naturalne mechanizmy zniknęły. Efekt? Przeludnienie, bezdomność i cierpienie tysięcy zwierząt, a równocześnie presja na rodzimą faunę.
Kastracja nie jest więc aktem „przeciwko naturze”. To akt odpowiedzialności człowieka za gatunek, który sam stworzył i nad którym przejął kontrolę. Pozwala ograniczyć cierpienie, wydłużyć życie i poprawić jego jakość — zarówno kotów domowych, jak i wolno żyjących, które dzięki kastracji nie przyczyniają się do dalszego wzrostu populacji.
W świecie, w którym kot jest tworem ludzkiej kultury, a nie elementem dzikiego ekosystemu, kastracja jest nie tyle sprzeczna z naturą, co zgodna z etyką i ekologią.


