Szczury w mieście — między prawem, etyką a miejską przyrodą

 

Niniejszy wpis powstał w oparciu o publikację Rafała Maciaszka „Łowca Obcych” — popularyzatora wiedzy o gatunkach obcych w Polsce. Gorąco polecam śledzić jego materiały każdemu, kto chce rzetelnie rozumieć temat inwazji biologicznych.


 

Kiedy myślimy o szczurach biegających po miejskich zaułkach, rzadko zadajemy sobie pytanie: skąd właściwie pochodzą? Tymczasem zarówno szczur śniady (Rattus rattus), jak i szczur wędrowny (Rattus norvegicus) nie są rodzimymi mieszkańcami Polski ani Europy. Oba gatunki wywodzą się z Azji Wschodniej i trafiły na nasz kontynent za sprawą człowieka — mimo że ich obecność w Polsce sięga nawet średniowiecza, pozostają gatunkami obcymi. Żaden upływ czasu tego nie zmieni.

Dwie wagi, dwie miary

Społeczne emocje wobec zwierząt bywają zadziwiająco niekonsekwentne. Szop pracz wzbudza szerokie zainteresowanie i sympatię — a nawet sprzeciw wobec jego eliminacji — podczas gdy czebaczek amurski, posiadający w Polsce identyczny status prawny jako inwazyjny gatunek obcy (IGO), pozostaje niemal niezauważony. Deklaratywnie większość z nas zgadza się, że humanitarne traktowanie zwierząt nie powinno zależeć od gatunku. W praktyce jednak gatunki „ładniejsze” lub bardziej rozpoznawalne mają zdecydowanie więcej szczęścia.

Jaskrawym przykładem tej niekonsekwencji były działania zaradcze prowadzone w województwie śląskim — m.in. w Rybniku. Nutrie, umieszczone na unijnej liście IGO stwarzających zagrożenie, były odławiane i kierowane do azyli lub ośrodków z odpowiednim zezwoleniem Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Tymczasem na tych samych stanowiskach, równolegle, szczury wędrowne — też gryzonie, też gatunek obcy, też objęte obowiązkiem zwalczania — były po prostu tępione w ramach rutynowej deratyzacji. Różnica wynika z przepisów, ale też z czegoś prostszego: jedne zwierzęta budzą współczucie, inne — obrzydzenie.

Żywołapka i „wolność” — dobre chęci, złe prawo

Kampanie promujące humanitarne podejście do szczurów wykonują ważną robotę: przypominają, że metody ich zwalczania bywają okrutne i że warto szukać alternatyw. Jednak część rekomendowanych rozwiązań rodzi poważne zastrzeżenia — nie etyczne, lecz prawne.

Jedną z popularyzowanych metod jest odłowienie szczura w żywołapkę i wypuszczenie go „w gęstej roślinności”, z dala od stacji deratyzacyjnych i zagrożeń. Brzmi humanitarnie. Problem w tym, że jest to działanie niezgodne z obowiązującym prawem. Ustawa o gatunkach obcych w art. 7 ust. 1 zakazuje wprowadzania i przemieszczania gatunków obcych w środowisku — bez żadnego wyjątku dla szczurów. Wypuszczenie szczura wędrownego w parku miejskim stanowi wprowadzenie gatunku obcego do środowiska przyrodniczego, bo korzystają z niego również gatunki objęte ochroną gatunkową w Polsce — m.in. nocek rudy i traszka zwyczajna, dla których szczur wędrowny jest realnym zagrożeniem.

Co przemilczają kampanie?

Wpływ szczurów na rodzimą faunę bywa w materiałach promocyjnych sprowadzany do owadów i padliny. To obraz niepełny. Badania naukowe dokumentują znacznie poważniejsze oddziaływanie:

  • Zespół Gloza-Rausch i wsp. (2025) udokumentował systematyczne drapieżnictwo szczura wędrownego na nocku rudym w miejskich hibernakulach w północnych Niemczech.

  • Zespół Ayres i wsp. (2026) odnotował aż 333 płazy (traszki marmurkowe i helweckie) zabite przez szczury wędrowne w ciągu zaledwie 14 dni obserwacji w Vigo w Hiszpanii.

Większość badań nad presją drapieżniczą szczurów pochodzi z wysp, gdzie oddziaływanie jest silniejsze — jednak dane z kontynentu zaczynają uzupełniać ten obraz i nie pozwalają bagatelizować problemu.

A co z kotem? Historia starego sojuszu, który dzisiaj komplikuje prawo

W dyskusji o szczurach w mieście regularnie pojawia się pomysł, który wydaje się intuicyjnie oczywisty: skoro koty polują na szczury, może warto je włączyć do systemowej walki z gryzoniami? Część środowisk — zwłaszcza tych propagujących kolonie kotów wolno żyjących — wprost powołuje się na tę funkcję jako argument za tolerowaniem obecności kotów w przestrzeni miejskiej.

Problem jest jednak wielowarstwowy. Po pierwsze — kot domowy (Felis catus) sam jest gatunkiem obcym w polskim środowisku przyrodniczym i podobnie jak szczur wędrowny podlega zakazowi z art. 7 ust. 1 ustawy o gatunkach obcych w zakresie przemieszczania w środowisku. Paradoks polega więc na tym, że proponuje się zwalczanie jednego gatunku obcego przy pomocy drugiego gatunku obcego — w przestrzeni prawnej, która zakazuje swobodnego wprowadzania obu z nich do środowiska.

Po drugie — skuteczność kotów jako regulatorów populacji szczurów jest w badaniach naukowych mocno ograniczona. Koty polują przede wszystkim na małe gryzonie i młode osobniki, unikając dorosłych szczurów wędrownych, które bywają od nich niemal równie duże i agresywne. Obecność kotów może co najwyżej lokalnie ograniczać ekspansję szczurów, nie eliminując ich populacji.

Po trzecie — koty wolno żyjące same stanowią poważne zagrożenie dla rodzimej fauny: ptaków, płazów i drobnych ssaków objętych ochroną gatunkową. Włączanie ich do „systemu” walki ze szczurami jest więc rozwiązaniem, które jeden problem ekologiczny próbuje leczyć innym.

Definicja, która wszystko komplikuje

Część kampanii wpisuje nieudomowione szczury w definicję zwierząt wolno żyjących (dzikich) z ustawy o ochronie zwierząt — i rzeczywiście, definicja ta obejmuje każde nieudomowione zwierzę niemające opiekuna. Zgodnie z art. 21 tej ustawy zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu.

Kłopot w tym, że ustawa o ochronie zwierząt nie rozróżnia gatunków rodzimych i obcych. W teorii tę samą definicję spełniałby szop pracz — który jednak z mocy odrębnych przepisów podlega obowiązkowi eliminacji. Podobnie rzecz mogłaby dotyczyć potomstwa zdziczałych zwierząt egzotycznych rozmnożonych w środowisku. Czy i im należałoby „zapewnić warunki swobodnego bytu”? To pytanie bez prostej odpowiedzi, ale dobrze ilustruje, jak wyrywkowe stosowanie przepisów prowadzi do absurdalnych wniosków.

Rzetelna dyskusja o humanitarnym traktowaniu szczurów jest potrzebna. Ale żeby była uczciwa, musi uwzględniać pełny obraz — zarówno prawny status tych zwierząt, ich wpływ na rodzimą przyrodę, jak i realne konsekwencje proponowanych rozwiązań. Dobre chęci bez rzetelnej wiedzy mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku — i to zarówno samym szczurom, jak i ekosystemom, które próbujemy chronić.

Kiedy izolacja pomaga
Kiedy izolacja pomaga, a kiedy szkodziKot domowy

Kiedy izolacja pomaga, a kiedy szkodzi

Zespół Kocich PoradZespół Kocich Porad5 kwietnia, 2026
jak bawić się z kotem – cykl łowiecki
Jak bawić się z kotem? Cykl łowiecki i kocie potrzebyZachowanie kota

Jak bawić się z kotem? Cykl łowiecki i kocie potrzeby

Zespół Kocich PoradZespół Kocich Porad23 marca, 2026
wypadek drogowy, zwierzęta udomowione
Co zrobić, gdy znajdziemy ranne zwierzę udomowione?Kot domowy

Co zrobić, gdy znajdziemy ranne zwierzę udomowione?

Zespół Kocich PoradZespół Kocich Porad7 kwietnia, 2025

Leave a Reply