Z uznaniem przyjmuję deklarację samorządu lekarsko-weterynaryjnego o aktywnym udziale w pracach legislacyjnych dotyczących ochrony zwierząt. Lekarze weterynarii są niezastąpionym głosem w kwestiach zdrowotnych, sanitarnych i klinicznych — i w tych obszarach ich udział jest jak najbardziej właściwy.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien niepokojący trend: w debacie publicznej coraz częściej kompetencje z zakresu behawioru, etologii i dobrostanu psychicznego zwierząt są przypisywane lekarzom weterynarii jako grupie zawodowej, która posiada monopol na wiedzę o zwierzętach. To uproszczenie, które może realnie zaszkodzić jakości tworzonego prawa.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego z 28 kwietnia 2026 roku wprowadza normy dotyczące warunków utrzymania zwierząt i ich potrzeb gatunkowych — a to już nie jest wyłącznie domena medycyny weterynaryjnej. To dziedzina zoopsychologii, etologii i behawiorystyki — nauk, które zajmują się potrzebami psychicznymi zwierząt, ich naturalnymi wzorcami zachowania, wpływem środowiska na dobrostan psychiczny oraz konsekwencjami deprywacji potrzeb gatunkowych. Żaden program studiów weterynaryjnych nie zapewnia w tym zakresie wykształcenia porównywalnego z kierunkową specjalizacją behawioralną.
Postulat jest prosty: zamiast przejmować kompetencje innych specjalistów, samorząd lekarsko-weterynaryjny powinien aktywnie zabiegać o to, by przy stole legislacyjnym zasiedli również behawioryści, zoopsycholodzy i etolodzy — jako równoprawni uczestnicy prac, nie jako głos doradczy drugiej kategorii. Tylko interdyscyplinarne podejście zagwarantuje, że nowe prawo rzeczywiście służy zwierzętom — a nie wyłącznie interesom jednej grupy zawodowej.
Dobrostan zwierzęcia to nie tylko brak choroby. To przede wszystkim możliwość wyrażania naturalnych zachowań, poczucie bezpieczeństwa i brak przewlekłego stresu. Bez ekspertów od zachowania zwierząt nie zbudujemy prawa, które to zapewni.



