Pod ostatnim postem dr Doroty Sumińskiej – lekarki weterynarii z którą nie zawsze mi po drodze pojawiła się lawina komentarzy, która mogłaby posłużyć za materiał do badań nad psychologią ignorancji. Komentarze zacytowane powyżej są podręcznikowym przykładem myślenia magicznego, błędów poznawczych i anegdotycznego rozumowania, które w świecie bez internetu kończyłyby się po cichu – dziś zaś zyskują publiczność, lajki i emocjonalne wzmocnienie.
Logika z zaczarowanego lasu
Zacznijmy od klasyki. „Mój kot nie był szczepiony i dożył 23 lat” – to zdanie brzmi jak dowód, ale nim nie jest. To błąd poznawczy zwany anegdotycznym rozumowaniem. Jeden długo żyjący nieszczepiony kot nie obala skuteczności weterynarii tak samo, jak jeden palący stulatek nie obala onkologii. Populacje, nie jednostki, są podstawą wiedzy medycznej.
Podobnie: „wszystkie moje szczepione koty odeszły na nowotwory” – korelacja to nie przyczynowość. Koty żyją dłużej niż kiedykolwiek właśnie dlatego, że weterynaria się rozwinęła – a nowotwory częściej wykrywamy u starszych zwierząt, bo… dożywają starości. Często dzięki szczepieniom.
Co mówi nauka, nie Facebook
Szczepienia podstawowe dla kotów – przeciwko herpeswirusowi, kaliciwirusowi i panleukopenii – są rekomendowane przez WSAVA (World Small Animal Veterinary Association) dla wszystkich kotów, niezależnie od trybu życia. Śmiertelność nieleczonej panleukopenii sięga 75%. To nie jest filozofia ani pogląd – to liczba.
Wścieklizna zabiła ponad 100 zwierząt na Mazowszu, co skłoniło władze do wprowadzenia obowiązkowych szczepień kotów w regionie. Szczepienia przeciwko wściekliźnie chronią nie tylko zwierzę – chronią właściciela i innych ludzi, bo wścieklizna u człowieka jest nieuleczalna po wystąpieniu objawów.
Co do częstotliwości – i tu warto oddać sprawiedliwość komentującym, którzy mówią, że „nie trzeba szczepić co roku”: mają rację w tym jednym szczegółe. Aktualne wytyczne WSAVA zalecają szczepienia przypominające co 3 lata (dla kotów niskiego ryzyka), nie corocznie. Ale to nie jest argument przeciwko szczepieniom – to argument za rozmową z weterynarzem, nie z grupą na Facebooku.
Skąd się bierze ten opór?
To nie jest nowe zjawisko. Przez całe wieki wiedza medyczna była traktowana z nieufnością, bo wykraczała poza codzienny zmysłowy doświadczenie. Zielarki i akuszerki spalone jako czarownice, Semmelweis wyśmiany za mycie rąk przed porodem – historia nauki to historia ludzi, którym nie wierzono, bo ich wiedza wymagała abstrakcji i zaufania do metodologii, a nie do osobistego doświadczenia.
Dziś ten sam mechanizm przenosi się na Facebooka. Różnica jest taka, że czarownice płonęły w ciszy lokalnej wsi – teraz niewiedzę można szerzyć z zasięgiem milionów, a każdy lajk podpowiada algorytmowi, żeby pchnął ją dalej.
Szczepić się sama – a może jednak nie
Najbardziej lakoniczny komentarz w tym zestawie – „Szczep się sama” – jest jednocześnie najsmutniejszy. To nie ironia, to rezygnacja z dyskursu. To komunikat: nie chcę rozmawiać, chcę mieć rację. I właśnie dlatego jest groźny – bo zamyka drzwi przed każdą próbą edukacji.
Niestety lekarz weterynarii Dorota Sumińska sama sobie takie środowisko i takich obserwujących zagwarantowała powtarzając często błędne i oburzające i niezgodne z nauką teorie.
Konkluzja jest prosta: długowieczność nieszczepionego kota to szczęście, nie dowód. Nowotwory u zaszczepionych kotów to tragedia, nie przyczynowość. A komentarze pod postem lekarz weterynarii to nie panel naukowy – choć bardzo chcą nim być.



