Pan Stefan ma 84 lata, mieszka na strychu i utrzymuje się ze sprzątania ulic. Każdy zaoszczędzony grosz przeznacza na chore i porzucone koty, które przygarnia od lat. Jego historia wzrusza i inspiruje. Ale za tym obrazem kryje się pytanie, którego nikt głośno nie zadaje: co stanie się z jego kotami, gdy go zabraknie?
Historia piękna, problem realny
Pan Stefan nie jest wyjątkiem. W całej Polsce dziesiątki, jeśli nie setki osób – często seniorów, często samotnych – prowadzą domowe azyle dla zwierząt, opierając całą swoją działalność wyłącznie na własnych oszczędnościach i determinacji. To oni ratują zwierzęta, które nie mają szans w przepełnionych schroniskach. Ich praca jest bezcenna. I całkowicie niezabezpieczona.
Co się dzieje po odejściu opiekuna?
W momencie śmierci lub poważnej choroby takiego społecznika pojawia się nagły, realny kryzys. Ktoś musi natychmiast zająć się dziesiątkami zwierząt. W praktyce kończy się to chaotycznym poszukiwaniem nowych domów, umieszczaniem podopiecznych w i tak już przepełnionych schroniskach lub – w najgorszym przypadku – powrotem zwierząt na ulicę. Lata poświęcenia w ciągu kilku dni mogą pójść na marne.
Luka w prawie
Polskie prawo nie przewiduje żadnych skutecznych mechanizmów zabezpieczenia przyszłości zwierząt pozostających pod prywatną opieką. Gminy mają co prawda obowiązek opieki nad bezdomnymi zwierzętami, ale nie są zobowiązane do przejmowania prywatnych azylów po śmierci ich twórców. Nie istnieją przepisy umożliwiające formalne przekazanie opieki nad zwierzętami w testamencie ani systemowe umowy z organizacjami pozarządowymi w tym zakresie. Los zwierząt zależy więc wyłącznie od dobrej woli rodziny lub przypadkowej pomocy z zewnątrz.
Co należy zmienić?
Historia Pana Stefana powinna być impulsem do konkretnych działań systemowych:
-
Rejestr prywatnych azylów – ewidencja miejsc i liczby zwierząt pozwoliłaby na monitorowanie sytuacji i szybką reakcję w razie kryzysu.
-
Prawne zabezpieczenie przyszłości zwierząt – przepisy umożliwiające formalne przekazanie opieki w testamencie lub poprzez umowy z NGO.
-
Wsparcie finansowe i organizacyjne gmin – zarówno za życia opiekuna, jak i po jego odejściu.
-
Edukacja długoterminowa – uświadamianie społecznikom, że odpowiedzialna opieka obejmuje również zaplanowanie przyszłości podopiecznych.
Miłość to za mało
Zaangażowanie Pana Stefana zasługuje na najwyższy szacunek. Ale miłość – choć niezbędna – nie zastąpi systemu. Nie możemy pozwalać, by los dziesiątek zwierząt zależał wyłącznie od przypadku lub dobrej woli obcych ludzi. To zbiorowa odpowiedzialność – wobec zwierząt i wobec tych, którzy poświęcają im życie.



