„Sezon kociakowy” to nie zjawisko pogodowe. O błędzie systemowym w narracji o bezdomności kotów
W przestrzeni medialnej, regularnie u progu wiosny i lata, pojawia się ten sam, doskonale znany schemat. Portale informacyjne, media społecznościowe oraz lokalne serwisy zalewa fala sponsorowanych postów, dramatycznych apeli i chwytających za serce fotografii. Z ekranów komputerów i telefonów spoglądają na nas kilkutygodniowe, bezbronne zwierzęta, a nagłówki alarmują o nadejściu „corocznego, bardzo trudnego czasu”, z którym mierzyć muszą się schroniska oraz organizacje pro zwierzęce. Przekaz jest jednowymiarowy i uproszczony do granic możliwości: „potrzebujemy karmy”, „brakuje funduszy na leki”, „wpłaćcie chociaż złotówkę”.
Przyglądając się tym doniesieniom z perspektywy zoopsychologicznej oraz systemowej ochrony praw zwierząt, nie sposób nie zadać fundamentalnego pytania: dlaczego w tych wielkich, zasięgowych kampaniach nie pojawia się ani jedno zdanie na temat kastracji? Dlaczego debata publiczna uparcie skupia się na finansowaniu skutków, całkowicie ignorując przyczyny?
Finansocentryzm zamiast realnej edukacji
Dominująca narracja medialna opiera się na wywoływaniu natychmiastowej reakcji emocjonalnej, która ma przełożyć się na szybką konwersję – kliknięcie, udostępnienie, wykonanie przelewu. Choć intencją jest ratowanie jednostkowych istnień, to z punktu widzenia populacyjnego takie działanie przypomina próbę osuszenia zalanej łazienki za pomocą ręcznika, podczas gdy z uszkodzonego kranu wciąż pełnym strumieniem leje się woda.
Kierując do społeczeństwa przekaz skoncentrowany wyłącznie na niedoborach materialnych schronisk, utrwala się w odbiorcach fałszywe przekonanie, że istotą problemu jest brak pieniędzy. Przeciętny obywatel dochodzi do wniosku, że przelewając drobną kwotę na rzecz placówki, w pełni dopełnił obowiązku i rozwiązał problem. To głębokie niezrozumienie mechanizmu bezdomności. Finansowanie opieki nad kolejnymi miotami, bez jednoczesnego uderzenia w źródło ich pojawiania się, jest w gruncie rzeczy nieświadomym dotowaniem błędnego koła. Za dwanaście miesięcy te same schroniska będą pękać w szwach dokładnie z tych samych powodów.
„Sezon kociakowy” nie jest niezależną od nas anomalią klimatyczną. Każdy bezdomny, chory miot trafiający do schroniska to bezpośredni skutek konkretnego, ludzkiego zaniechania.
Tabu związane z procedurami medycznymi i „bezpieczny” przekaz
Większość mediów głównego nurtu oraz agencji odpowiedzialnych za kampanie promocyjne wybiera strategię „bezpieczną”, czyli taką, która nikogo nie urazi ani nie wywoła dyskomfortu. Tematyka obligatoryjnych zabiegów chirurgicznych, konieczności kastracji aborcyjnych czy humanitarnego usypiania ślepych miotów – choć stanowią one fundamenty odpowiedzialnego zarządzania populacją kotów – bywa uznawana za zbyt drastyczną lub kontrowersyjną dla masowego odbiorcy.
W konsekwencji rzetelną wiedzę weterynaryjną i zoopsychologiczną zastępuje się estetycznymi, wzruszającymi kadrami. Promowanie wizerunku bezdomności poprzez publikację zdjęć wyłącznie „ślicznych maluchów” niesie za sobą jeszcze jedno, potężne ryzyko. Buduje ono w społeczeństwie niebezpieczny sentyment i oswojenie z widokiem młodych kotów, odciągając uwagę od dramatycznego losu kotów dorosłych i geriatrycznych, które w okresie letnim stają się w schroniskach całkowicie niewidzialne.
Demistyfikacja „sezonu kociakowego”
Czas wreszcie zacząć nazywać rzeczy po imieniu i odrzucić narrację o „sezonie” jako o czymś naturalnym i nieuniknionym. Pojawianie się setek młodych osobników w placówkach opiekuńczych to efekt trzech głównych czynników:
-
Brak kastracji kotów właścicielskich: Wciąż powszechne, zakorzenione w mitach przekonanie, że kotka „dla zdrowia” musi przynajmniej raz w życiu urodzić młode, lub po prostu rażące zaniedbanie opieki nad zwierzęciem wychodzącym.
-
Ignorowanie systemowych kastracji kotów wolno żyjących (bezdomnych): Niewydolność lub niedofinansowanie programów gminnych, które zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt powinny realizować obligatoryjne i masowe zabiegi u kotów miejskich i wiejskich.
-
Działalność pseudohodowli i pseudofundacji: Celowe i niekontrolowane mnożenie zwierząt w celach zarobkowych/emocjonalnych, poza jakimkolwiek nadzorem weterynaryjnym i etycznym.
Wykorzystać potencjał zasięgowy
Schroniska miejskie oraz wspierające je media regionalne dysponują gigantycznymi zasięgami, których nie wolno marnować. Każdy post sponsorowany, który dociera do setek tysięcy mieszkańców, powinien nieść za sobą twardą treść edukacyjną. Obok numeru konta bankowego czy listy potrzebnych materiałów weterynaryjnych musi widnieć wyraźny, pogrubiony i nieznoszący sprzeciwu komunikat: Jedyną drogą do zakończenia tego dramatu jest obligatoryjna i powszechna kastracja.
Dopóki nie zaczniemy głośno i bezkompromisowo edukować u podstaw, dopóty będziemy jedynie biernymi świadkami corocznej tragedii, którą jako społeczeństwo sami na własne życzenie generujemy. Wspierajmy schroniska w kryzysie, ale przede wszystkim – nie dopuszczajmy do tego, by ten kryzys stale zasilano nowymi narodzinami. Kastracja to nie wybór, to podstawowy obowiązek człowieka wobec kota domowego.



