Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt kot wolno żyjący i prawny klincz
Koty wolno żyjące stanowią w polskim systemie prawnym wyjątkową kategorię zwierząt. Choć intencją twórców przepisów z 2011 roku było zapewnienie im ochrony, rzeczywistość weryfikuje te założenia każdego dnia. Wolontariusze, fundacje oraz prywatne osoby, które próbują uzyskać systemową pomoc dla chorych, rannych lub potrzebujących wsparcia kotów miejskich, regularnie zderzają się ze ścianą urzędniczej niemocy. Warto przyjrzeć się bliżej, które organizacje, parlamentarzyści oraz eksperci wypracowali obecny kształt Ustawy o ochronie zwierząt i dlaczego ich ówczesny sukces legislacyjny stał się źródłem dzisiejszych problemów z realną ochroną tych zwierząt.
Architekci obecnego prawa, czyli kto współtworzył przepisy
Wprowadzenie pojęcia „kotów wolno żyjących” oraz nałożenie na gminy obowiązku opieki nad nimi nastąpiło na mocy wielkiej nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt z 16 września 2011 roku, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku. Przepisy te nie powstały w próżni – były efektem intensywnego lobbingu oraz ścisłej współpracy środowiska politycznego ze stroną społeczną i zapleczem eksperckim.
Głównym motorem napędowym po stronie parlamentarnej był Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Pracami nad poselskim projektem kierował poseł Paweł Suski, pełniący funkcję przewodniczącego zespołu i posła sprawozdawcy. W proces legislacyjny mocno zaangażowane były również posłanki Katarzyna Piekarska, Joanna Mucha oraz Magdalena Kochan.
Zaplecze merytoryczne, projekty konkretnych zapisów oraz argumentację prawną dostarczała Koalicja dla Zwierząt, skupiająca kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Kluczową rolę w zespole ekspertów odegrały takie podmioty jak Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt (OTOZ Animals), Fundacja Viva! (Akcja Dla Zwierząt), Fundacja For Animals oraz Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce (TOZ). W formułowaniu ostatecznych definicji pomagali również prawnicy zrzeszeni wokół Kancelarii Prawnej „Lex Animalis”.
Eksperci i argumentacja przed komisjami sejmowymi
Podczas prac legislacyjnych w latach 2010–2011 na posiedzeniach Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz w podkomisjach nadzwyczajnych stronę społeczną reprezentowali konkretni specjaliści. To ich argumenty ukształtowały ostateczny podział na zwierzęta bezdomne oraz koty wolno żyjące.
-
prof. dr hab. Andrzej Elżanowski – zoolog i bioetyk, związany z Polskim Towarzystwem Etycznym. Jako główny autorytet naukowy strony społecznej dostarczał argumentacji z zakresu etologii i ekologii. Dowodził, że miejskie koty są zwierzętami synantropijnymi (żyjącymi w bliskości człowieka, ale w stanie dzikim), a próby ich wyłapywania i zamykania w schroniskach stanowią dla nich rażące niehumanitarne traktowanie.
-
Tadeusz Wypych – szef Biura Ochrony Zwierząt Fundacji Argos, analityk systemowy i współtwórca postulatów Koalicji dla Zwierząt. Brał udział w kluczowych posiedzeniach komisji, wskazując, że włączenie „dzikich” kotów w system „bezdomności” zablokuje samorządy i doprowadzi do masowej eutanazji tych zwierząt w przepełnionych placówkach.
-
adw. Katarzyna Topczewska – prawniczka specjalizująca się w sprawach dotyczących prawnej ochrony zwierząt, reprezentująca organizacje społeczne (w tym Fundację Viva!). Współtworzyła analizy prawne i poprawki mające na celu zmuszenie gmin do finansowania opieki na miejscu bytowania kotów zamiast ich odławiania.
-
Cezary Wyszyński (prezes Fundacji Viva!), Ewa Gebert (prezes OTOZ Animals) oraz Karina Schwerzler (ówczesny pełnomocnik ds. ochrony zwierząt) – aktywnie lobbowali za rozróżnieniem procedur wobec psów i kotów, opierając się na modelach programów TNR (Trap-Neuter-Return) i wskazując, że bez jednoznacznego zapisu w ustawie urzędnicy traktują koty wolno żyjące jak szkodniki, uniemożliwiając społecznym opiekunom legalne działanie.
Dlaczego definicja „kota wolno żyjącego” blokuje pomoc?
Głównym założeniem autorów nowelizacji z 2011 roku było oddzielenie statusu kotów miejskich od statusu zwierząt bezdomnych. Wprowadzono zasadę, że kot wolno żyjący stanowi naturalny element ekosystemu i nie powinien być wyłapywany ani umieszczany w schroniskach, co w przypadku zwierząt dzikich faktycznie generowało ogromny stres.
Teoretycznie art. 11a ustawy nakłada na gminy obowiązek uchwalania corocznego programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt, który musi obejmować opiekę nad kotami wolno żyjącymi, w tym ich dokarmianie. W praktyce jednak ta sztywna definicja prawna stała się dla wielu samorządów idealnym narzędziem do odmowy udzielania pomocy.
-
Celowe mieszanie pojęć i zasłanianie się art. 21: Jednym z najczęstszych i najbardziej rażących nadużyć ze strony urzędników gminnych jest celowe mylenie pojęcia „kota wolno żyjącego” ze „zwierzęciem dzikim” (dziko żyjącym). Kiedy opiekun zgłasza potrzebę leczenia rannego kota miejskiego, gminy potrafią całkowicie umyć ręce, powołując się na art. 21 ustawy o ochronie zwierząt. Przepis ten mówi, że zwierzęta wolno żyjące (dzikie) stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki do swobodnego bytowania. Samorządy bezprawnie rozciągają tę definicję na koty domowe bytujące w miastach, twierdząc, że natura sama reguluje ich populację, a gmina nie ma prawa ingerować w życie „dzikiego” stworzenia. To pozwala im odmawiać finansowania leczenia pod pretekstem ochrony „dzikiej fauny”, ignorując fakt, że kot wolno żyjący to wciąż kot domowy (Felis catus), podlegający pod gminny program opieki.
-
Brak statusu zwierzęcia bezdomnego: Ponieważ kot wolno żyjący z definicji nie jest bezdomny (ma swoje środowisko bytowania), gminy bardzo często odmawiają finansowania jego leczenia, hospitalizacji czy skomplikowanych zabiegów chirurgicznych z puli środków przeznaczonych na zwierzęta bezdomne.
-
Klincz definicyjny w urzędach: Kiedy osoba prywatna lub społeczny opiekun znajduje potrąconego, skrajnie wycieńczonego lub chorego kota, urzędnicy potrafią uznać, że skoro zwierzę jest wolno żyjące, to gmina nie ma obowiązku pokrywania kosztów jego leczenia w lecznicy weterynaryjnej, a jedynie powinna zapewnić karmę lub opłacić podstawową kastrację.
-
Problem z kotami wymagającymi stałej opieki: System nie przewiduje procedur dla osobników, które ze względu na stan zdrowia lub wiek nie są w stanie dłużej funkcjonować w środowisku miejskim. Próba umieszczenia takiego zwierzęcia w placówce opłacanej przez gminę kończy się argumentem, że kot wolno żyjący nie podlega odłowieniu.
Szlachetne intencje organizacji, ekspertów i posłów, którzy w 2011 roku walczyli o humanitarne traktowanie kotów w miastach, doprowadziły do stworzenia konstrukcji prawnej, która w realiach polskich samorządów bywa wykorzystywana przeciwko zwierzętom. Zamiast realnej ochrony, sztywny podział na zwierzęta bezdomne i wolno żyjące koty stworzył lukę systemową, przez którą cierpią tysiące kotów, a ciężar ich ratowania i leczenia spada niemal w całości na barki prywatnych opiekunów i lokalnych, mniejszych fundacji.


