Miliony na kontach i dramatyczne apele o pięć złotych. Kulisy finansowe branży pro-zwierzęcej
Finanse organizacji pro-zwierzęcych w Polsce to temat, który co roku przechodzi w mediach bez większego echa. Rządowy serwis publikuje roczne sprawozdania finansowe organizacji pożytku publicznego, ale mało kto zadaje sobie trud, by do nich zajrzeć. same fundacje również nie pałają chęcią do dzielenia się tymi danymi. Wyjątkiem stała się niedawno Fundacja Tara, publikując fragment swojego sprawozdania na Facebooku. Patrząc jednak na falę komentarzy, raczej nieprędko powtórzą ten krok.
Analizując sprawozdania finansowe za rok 2025 wśród najbardziej rozpoznawalnych podmiotów, wyłania się obraz rynku, w którym marketing dawno przesłonił realne potrzeby zwierząt.
Tuż za podium znalazła się Fundacja Judyta z przychodem 10,3 miliona złotych. To co prawda spadek o 700 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim, ale na dzień bilansowy organizacja wykazała pół miliona złotych zysku.
Trzecie miejsce zajął słynny ośrodek z Podkarpacia, czyli Fundacja Ada. Przychód na poziomie 14,2 miliona złotych oznacza spadek o 700 tysięcy rok do roku. Mimo tego na czysto, po całorocznych wydatkach, na koncie zostało 2,2 miliona złotych zysku.
Na drugim miejscu uplasowała się Fundacja Viva z wynikiem 14,3 miliona złotych. Mimo spadku przychodów o ponad 3 miliony złotych, organizacja wygenerowała 152 tysiące złotych zysku. Rok wcześniej, dysponując większym budżetem, wykazywała stratę.
Liderem zestawienia pozostaje DIOZ, do którego darczyńcy wpłacili 16,2 miliona złotych – o blisko 4 miliony mniej niż rok wcześniej. Warto przy tym zauważyć, że przejrzystość tych wydatków budzi poważne wątpliwości, ponieważ znaczna część środków trafia do zewnętrznej spółki komercyjnej powiązanej osobowo z zarządem fundacji.
Osobną grupę stanowią struktury wielooddziałowe oraz podmioty mocno dotowane ze środków publicznych. Krakowskie TOZ zanotowało wzrost przychodów do 16,7 miliona złotych, co wynika w dużej mierze z obsługi schroniska miejskiego. OTOZ Animals uzyskał 36,7 miliona złotych (wzrost o 5 milionów) z rezerwą 1,8 miliona złotych. Najstarszy w kraju TOZ zamknął rok budżetem 38,5 miliona złotych (wzrost o 3 miliony) i zachował 6,7 miliona złotych rezerwy.
Samo pozyskiwanie funduszy na działalność statutową nie jest zjawiskiem złym. Jednak z perspektywy praktyka zajmującego się dobrostanem zwierząt, od pewnego pułapu finansowego te kwoty przestają przekładać się na jakąkolwiek poprawę warunków bytowych podopiecznych. Powstają rozbudowane struktury, rosną koszty zarządu, kupowane są kolejne nieruchomości, a ogromne budżety są przepalane na działania marketingowe.
Granica między działalnością charytatywną a biznesem nastawionym na stałe generowanie nadwyżek uległa zatarciu. Prowadzenie agresywnych kampanii i apelowanie o wpłaty parę złotych pod pretekstem braku środków na karmę czy opłacenie weterynarza – w sytuacji, gdy dana organizacja dysponuje milionowymi rezerwami i wykazuje setki tysięcy złotych zysku – jest żerowaniem na emocjach darczyńców.
W tym samym czasie niemal w każdym powiecie działają małe, lokalne inicjatywy, małe fundacje i prywatne przytuliska. Mają pod opieką dokładnie takie same psy, koty czy konie i codziennie mierzą się z realnymi rachunkami za leczenie oraz karmę. Zamiast budowania kolejnych finansowych imperium, system ochrony zwierząt w Polsce potrzebuje pilnego rozproszenia tych środków i wsparcia lokalnych miejsc, gdzie każda złotówka trafia bezpośrednio do miski.


