Słowa o tym, że ludzkość nie ma prawa zmieniać planety w rzeźnię, brzmią szlachetnie i trafiają do przekonania wielu odbiorców. Problem pojawia się wtedy, gdy te same osoby, które nawołują do etycznej odpowiedzialności za naturę, całkowicie ignorują niszczycielski wpływ udomowionych kotów na lokalne ekosystemy.

Zezwalanie kotom na swobodne bieganie bez nadzoru to bezpośrednie przyzwolenie na masową śmierć dzikich ptaków, ssaków, płazów i gadów. Kot domowy jest uznawany przez naukowców za gatunek obcy (inwazyjny), którego populacja jest sztucznie podtrzymywana i chroniona przez człowieka. W przeciwieństwie do dzikich drapieżników, koty wychodzące nie polują wyłącznie z głodu, lecz kierują się silnym instynktem łowieckim, co prowadzi do drastycznego uszczuplenia populacji wielu rodzimych gatunków. Tworzy to rażący paradoks, w którym obrona jednej grupy zwierząt odbywa się kosztem przyzwolenia na brutalną eliminację innych.

Trudno nie dostrzec w tym gry pod publiczkę, gdzie emocjonalne przywiązanie do popularnych pupili wygrywa z rzetelną wiedzą ekologiczną i odpowiedzialnością. Głoszenie haseł o etyce i ratowaniu planety na festiwalach literackich traci na wiarygodności, jeśli w codziennej praktyce promuje się zachowania destrukcyjne dla bioróżnorodności. Prawdziwa ochrona przyrody wymaga globalnego, systemowego spojrzenia, a nie wybiórczej empatii, która zamyka oczy na miliony ofiar domowych drapieżników w imię źle pojętej wolności zwierząt.

Co mówi i pisze Sumińska:

W kontekście wypuszczania kotów domowych Sumińska twierdzi, że koty mieszkające w miastach nie powinny opuszczać bezpiecznych mieszkań, ponieważ miejska dżungla i ruch uliczny stanowią dla nich śmiertelne zagrożenie. Jednak w przypadku domów z ogrodem usytuowanych w bezpiecznej okolicy, gdzie nie ma samochodów ani agresywnych psów, prezentuje zupełnie inne zdanie. Twierdzi wtedy, że niewypuszczanie kota i uniemożliwienie mu powiększania terytorium jest prawdziwym grzechem, ponieważ zwierzę eksploruje teren z ostrożną rozwagą. 

Jeśli chodzi o koty wolnożyjące, czyli bytujące na ulicach, cmentarzach czy w piwnicach, autorka zdecydowanie sprzeciwia się odizolowaniu ich od ich środowiska i przymusowemu zabieraniu. W swoich materiałach poświęconych kotom wiejskim i piwnicznym zwraca uwagę na potrzebę akceptacji ich obecności w otoczeniu człowieka i zapewnienia im odpowiednich warunków bytowych na wolności. Sumińska stoi na stanowisku, że zabieranie takich wolnych zwierząt do schronisk, które wprost nazywa więzieniami, nie stanowi dla nich właściwej pomocy. Zamiast usuwania ich z ulic i zamykania w czterech ścianach, postuluje zagwarantowanie im swobody życia w ekosystemie miejskim lub wiejskim przy jednoczesnym wprowadzeniu powszechnej, bezpłatnej kastracji i czipowania. 

Narracja o szkodliwym dobrobycie całkowicie rozpada się w zderzeniu także z rzeczywistością globalnego przemysłu posiadania zwierząt towarzyszących. Zwierzęta gospodarskie są masowo zabijane w produkcji mięsa dla ludzi, ale potężnym i bezpośrednim beneficjentem tego systemu jest również produkcja karm dla naszych domowych pupili. Skoro wysoki poziom życia i nadmiar dóbr są rzekomo tak destrukcyjne, to jak ocenić utrzymywanie milionów psów i kotów, których wyżywienie napędza gigantyczną machinę uboju?

Patrząc na sprawę z czysto pragmatycznej, ekologicznej czy ekonomicznej perspektywy, posiadanie zwierząt towarzyszących to luksus całkowicie zbędny do przetrwania człowieka. Tworzy to głęboką niekonsekwencję moralną – z jednej strony krytykuje się konsumpcjonizm i niszczenie planety, a z drugiej w pełni akceptuje gigantyczny ślad węglowy i etyczny związany z utrzymaniem domowych drapieżników. Wygląda na to, że ten konkretny, kosztowny dla planety luksus jest przez elity rozgrzeszany tylko dlatego, że jest bliski sercu i zaspokaja nasze własne emocjonalne potrzeby.

Jak tam Pani Doroto? Możemy, czy może musimy bo człowiek potrzebuje tulanki na dobranoc a ma problem z tworzeniem relacji z innym człowiekiem?

Krytyka dobrobytu płynąca z festiwalowych scen często omija kluczowy fakt – rzekome przejedzenie zasobami to przywilej nielicznych, a nie globalny standard. Najczęściej moralizowania w tej kwestii podejmują się osoby, które same posiadają bardzo dużo. Z perspektywy kogoś, kto zabezpieczył wszystkie swoje potrzeby i wygodnie siedzi na finansowym oraz społecznym „tronie”, niezwykle łatwo jest pouczać innych, że „zbyt dużo dobrobytu jest złe”. 

Tymczasem, gdyby wysoki poziom zamożności był rzeczywiście powszechnie zapewniony oraz właściwie ukierunkowany, zniknąłby problem z finansowaniem najbardziej palących potrzeb globu. Z łatwością znajdowałyby się fundusze na powszechną kastrację zwierząt, skuteczną walkę z efektami zmian klimatycznych czy zagwarantowanie godnego komfortu życia wszystkim mieszkańcom Ziemi. Prawdziwym problemem nie jest zatem sam dobrobyt, lecz jego skrajnie wadliwa dystrybucja, hipokryzja elit oraz brak systemowego zaangażowania w realne rozwiązywanie kryzysów.

Mieszko Eichelberger to zoopsycholog i certyfikowany behawiorysta zwierząt z ponad 10-letnim doświadczeniem w pracy z kotami i ich opiekunami. Specjalizuje się w diagnozowaniu i korygowaniu problemów behawioralnych u kotów domowych - od agresji, lęków i stresu, po trudności adaptacyjne i zaburzenia relacji z człowiekiem.

Przywożenie zwierząt bezdomnych z innych krajów – czy to dobre rozwiązanie?Praca i reklama

Przywożenie zwierząt bezdomnych z innych krajów – czy to dobre rozwiązanie?

Mieszko Eichelberger16 maja, 2026
Kot na szelkach – jak nauczyć kota chodzenia na smyczyPraca i reklama

Kot na szelkach – jak nauczyć kota chodzenia na smyczy

Mieszko Eichelberger4 września, 2024
Znalazłem bezdomne zwierzę – co dalej?Opinie i uwagi

Znalazłem bezdomne zwierzę – co dalej?

Mieszko Eichelberger29 czerwca, 2026

Leave a Reply