Odbieranie zwierząt tylko przez Inspekcję Weterynaryjną? Komentarz do zmian w prawie

Jedna z moich czytelniczek podesłała mi artykuł z serwisu Bankier.pl, prosząc o komentarz. Nie jestem legislatorem ani omnibusem od wszystkich gatunków, dlatego daleki jestem od kategorycznych wypowiedzi w szerokim temacie hodowli zwierząt gospodarskich. Zależy mi jednak na jednym: aby dobrostan zwierząt – rozumiany merytorycznie, a nie emocjonalnie – był maksymalnie zapewniony.

Przyjrzyjmy się zatem konkretnym cytatom z artykułu i skonfrontujmy je z rzeczywistością.

Mit rolnika-opiekuna

„Chcemy pokazać, że to rolnicy nie są przeciwko zwierzętom. Wręcz przeciwnie, to rolnicy najbardziej dbają o zwierzęta, to jest ich źródło dochodu” – powiedział wicepremier Henryk Kowalczyk.

Pan wicepremier jest w tych słowach albo skrajnie naiwny, albo celowo wprowadza opinię publiczną w błąd. Dowodem na to są setki udokumentowanych przypadków fatalnie traktowanych zwierząt w gospodarstwach rolnych. Niestety, osoby takie jak Pan minister, podobnie jak wielu rolników (zresztą mechanizm ten działa identycznie w przypadku przedstawicieli fundacji czy Kościoła), nie chcą oczyszczać swojego środowiska z patologii. Zamiast tego wolą chować ją za zasłoną milczenia i fałszywej solidarności.

Państwowy monopol na interwencje a realia

„PiS tak zmieni przepisy, aby organizacje prozwierzęce nie mogły wchodzić na teren rolników i odbierać zaniedbanych zwierząt. (…) One mogą zgłaszać, jeśli będą widziały, że coś się zwierzętom złego dzieje, ale podmiotem uprawnionym do działań w tej sprawie jest tylko Inspekcja Weterynaryjna (IW)”.

Aby system zgłaszania i reakcji był szybki i oparty na wiedzy, organy państwowe muszą mieć dowody. A bez wejścia na teren (interwencji) żadnych dowodów zdobyć się nie da.

Mogę się zgodzić, że interwencje powinny być docelowo przeprowadzane przez organy państwowe (policja, prokuratura, Inspekcja Weterynaryjna), ale w ścisłej współpracy z fundacjami. Zaznaczmy też, że podstawą interwencji nie powinna być wyłącznie rażąca krzywda fizyczna, ale ogólnie pojmowany dobrostan (warunki życia, behawior, żywienie).

Problem polega na niewydolności systemu. Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej od lat alarmują o skrajnym przepracowaniu, brakach kadrowych, głodowych wynagrodzeniach i narastającej frustracji.

Panie Ministrze, skoro chcecie oddać pełną władzę IW: czy dofinansujecie urzędy, zatrudnicie nowych inspektorów i zapewnicie im narzędzia (szkolenia, samochody), by mogli reagować na bieżące zgłoszenia? Jeśli państwowe zgłoszenie zostanie zrealizowane po tygodniu czy miesiącu, to zwierzę przez ten czas nadal będzie cierpieć, a najpewniej zwyczajnie tego nie przeżyje.

Hipokryzja „krystalicznych” obrońców (przypadek DIOZ)

„Po 25 latach działania ustawy o ochronie zwierząt, PiS chce odebrać prawo do ratowania życia i zdrowia zwierząt organizacjom pozarządowym, skazując je na cierpienie i śmierć u oprawców” – komentuje Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ).

Zanim zacznie się pouczać innych, wypadałoby samemu zachować krystaliczną czystość działań. Panie Konradzie, proszę najpierw zająć się faktem wypuszczania przez Pana organizację udomowionych kotów na niezabezpieczony teren Państwa ośrodka. Jest to świadome wprowadzanie gatunku obcego do środowiska, co nosi znamiona naruszenia art. 7 ust. 1 Ustawy o gatunkach obcych.

Nie wspominając już o organizowaniu przez Państwa środowisko internetowych nagonek i zorganizowanych akcji nienawiści, kierowanych m.in. w stronę nastoletniej miłośniczki faktów biologicznych. Rozumiem, że temat jest medialny i świetnie się „klika”, ale hipokryzja w tym sektorze bije po oczach.

Lenistwo urzędów a „biznes” prozwierzęcy

„Urzędy i instytucje państwowe mają znikomą wiedzę na temat zwierząt (…) Zawsze stoją po stronie oprawców, mając w poważaniu cierpienie zwierzęcia” – twierdzą aktywiści.

Urzędy przede wszystkim robią to, co zapewni im jak najmniej pracy i zobowiązań. Właśnie dlatego twarda, zinstytucjonalizowana współpraca z policją, prokuraturą i IW powinna być wymuszana i przyjęta z zadowoleniem przez Trzeci Sektor.

Obecna sytuacja to starcie dwóch potężnych lobby. Rolnicy bronią się przed zmianami, które miałyby ich kontrolować z zewnątrz (np. wymogi unijne). Dokładnie tak samo zachowują się organizacje prozwierzęce, gdy ktoś zwraca im uwagę na działania niezgodne z prawem i biologią (jak wspomniane wypuszczanie kotów).

Żadna ze stron nie chce stracić stołka, na którym aktualnie siedzi, ani kontroli nad swoim „biznesem” (tak, fundacje to również biznes). W całym tym polityczno-medialnym zamieszaniu najmniej rozmawia się o merytorycznym dobrostanie zwierząt, a najwięcej o strefach wpływów. Instytucje państwowe i Trzeci Sektor powinny pracować ręka w rękę, ponad kaprysami rolników i ego samych aktywistów.

List do dziekana Uniwersytetu Przyrodniczego – nauczanie dr hab. Marcin JankowskiOpinia

List do dziekana Uniwersytetu Przyrodniczego – nauczanie dr hab. Marcin Jankowski

Mieszko EichelbergerMieszko Eichelberger8 listopada, 2022
Metody pobierania moczu
Metody pobierania moczu do badania?Kot domowy

Metody pobierania moczu do badania?

Mieszko EichelbergerMieszko Eichelberger28 marca, 2026
Dzikie zwierzę w domu
Dzikie zwierzę w domu – czy można je brać do domu?Wiedza ogólna

Dzikie zwierzę w domu – czy można je brać do domu?

Mieszko EichelbergerMieszko Eichelberger16 maja, 2026

Leave a Reply