Kocia mama nie potrzebuje życzeń. Potrzebuje kastracji. O pułapkach uczłowieczania zwierząt
Dzień Matki. Internet zalewa fala życzeń, kwiatów i wzruszających zdjęć. Wśród nich, jak co roku, pojawiają się posty fundacji i schronisk dla zwierząt. Widzimy na nich wyczerpaną, ale bezpieczną już kotkę lub suczkę, a obok gromadkę uroczych, ssących mleko kulek. Podpis zazwyczaj głosi coś w stylu: „W tym wyjątkowym dniu składamy życzenia wszystkim mamom, także tym czworonożnym! Zobaczcie, jak wspaniale opiekuje się swoimi maluchami. Wesprzyj naszą zbiórkę na karmę”.
Jako miłośnicy zwierząt instynktownie klikamy „lubię to” i przelewamy parę groszy. Cel charytatywny zostaje osiągnięty. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo tego typu narracja szkodzi samej idei walki z bezdomnością zwierząt?
Oto dlaczego romantyzowanie zwierzęcego macierzyństwa przez organizacje prozwierzęce to strzał we własne kolano.
Zgubna pułapka uczłowieczania
Podpinanie biologicznego rozmnażania pod ludzkie święta i emocje to klasyczna antropomorfizacja. Projektujemy nasze ludzkie pragnienia, spełnienie i miłość macierzyńską na zwierzęta. Rzeczywistość jest jednak brutalna: kotka ani suczka nie marzy o założeniu rodziny. Nie planuje ciąży, nie czeka na nią z utęsknieniem.
Dla bezdomnego zwierzęcia ciąża to nie cud narodzin, lecz efekt bezwzględnego instynktu przetrwania gatunku. To ogromny, wyniszczający wysiłek fizyczny, często okupiony chorobami, niedożywieniem, a nierzadko śmiercią – matki lub jej miotu. Uczłowieczając ten proces, zamazujemy granicę między świadomym wyborem a biologicznym przymusem.
„Słodkie kociaczki” legitymizują rozmnażanie
Głównym problemem, z którym mierzą się schroniska, jest nadpopulacja. Zwierząt jest po prostu za dużo w stosunku do liczby dobrych domów. Każdy nowy, nawet najpiękniejszy i uratowany miot oznacza, że kilka starszych, „zwykłych” kotów czy psów straciło szansę na adopcję.
Gdy fundacja, autorytet w dziedzinie ochrony zwierząt, celebruje kocie narodziny i zachwyca się „kocią mamą”, wysyła w świat niebezpieczny sygnał. Odbiorca podświadomie koduje: małe kotki są super, a bycie kocią mamą to coś pięknego. Stąd już tylko krok do myślenia: „Moja Krysia też mogłaby mieć chociaż raz w życiu młode, to takie urocze doświadczenie”. A przecież to z tym mitem organizacje walczą od lat!
Zmarnowany potencjał edukacyjny
Zbiórki pieniędzy są fundacjom niezbędne do przetrwania – to fakt niezaprzeczalny. Skupianie się jednak wyłącznie na ratowaniu skutków bezdomności, przy jednoczesnym pomijaniu edukacji o jej przyczynach, to syzyfowa praca.
Dzień Matki to wbrew pozorom doskonały moment na kampanię informacyjną, ale narracja powinna zostać całkowicie odwrócona. Jak mógłby wyglądać mądry, edukacyjny post fundacji?
„Dzisiaj Dzień Matki. My jednak marzymy o tym, aby ta kotka była OSTATNIĄ mamą, która trafiła pod nasze skrzydła. Ciąża na ulicy to dla niej ból, głód i walka o życie. Najpiękniejszym prezentem, jaki możemy dać bezdomnym zwierzętom, nie są życzenia, lecz kastracja. Pomóż nam zapobiegać cierpieniu, zanim się zacznie.”
Pomagać mądrze
Wspierajmy fundacje, udostępniajmy zbiórki i adoptujmy zwierzaki. Pamiętajmy jednak, aby od organizacji, które na co dzień stykają się z dramatem bezdomności, wymagać również dojrzałej komunikacji.
Prawdziwa miłość do zwierząt nie polega na zachwycaniu się puszystymi maluchami. Polega na robieniu wszystkiego, by te maluchy nie musiały w ogóle rodzić się w piwnicach, krzakach czy rowach. Zamiast laurki na Dzień Matki, zafundujmy im brak konieczności bycia matkami. To jedyne szczęśliwe zakończenie tej historii.



