Ustawa łańcuchowa uchwalona – czy rzeczywiście poprawi los psów w Polsce?
Sejm przyjął długo oczekiwaną ustawę zakazującą trzymania psów i kotów na uwięzi. Za jej uchwaleniem głosowało 381 posłów, przeciwko jedynie 28. Przepisy powstały przy współpracy rządu z przedstawicielami prezydenta i stanowią złagodzoną wersję regulacji wcześniej zawetowanej przez Karola Nawrockiego. To bez wątpienia krok w dobrym kierunku – ale czy wystarczający?
Co dokładnie zmienia ustawa?
Kluczowym założeniem jest zakaz trzymania psów i kotów na uwięzi jako stałej formy utrzymania. Kojec pozostaje legalny, jednak wyłącznie pod warunkiem spełnienia określonych standardów: musi zapewniać swobodę ruchu, mieć stabilną konstrukcję z ażurowymi bokami przepuszczającymi światło i powietrze. Właściciel będzie zobowiązany do zapewnienia psu codziennego ruchu poza kojcem, dostosowanego do jego wieku, stanu zdrowia oraz potrzeb behawioralnych. Obowiązkowa staje się także buda z drewna lub materiałów drewnopochodnych z izolacją termiczną, o wielkości odpowiedniej dla danego osobnika.
Ustawa przewiduje wyjątki – krótkotrwałe użycie uwięzi pozostaje dopuszczalne podczas transportu, wystaw, zabiegów weterynaryjnych czy incydentalnie poza stałym miejscem bytowania zwierzęcia, o ile nie narusza to jego dobrostanu.
Ocena z perspektywy behawiorysty
Z punktu widzenia dobrostanu i psychologii zwierząt ustawa adresuje jeden z najbardziej destrukcyjnych dla psów sposobów utrzymania. Życie na łańcuchu to nie tylko ograniczenie fizyczne – to chroniczny stres, frustracja, brak możliwości realizacji podstawowych potrzeb etologicznych. Psy utrzymywane w ten sposób przez lata rozwijają poważne zaburzenia behawioralne: nadreaktywność, agresję z lęku, stereotypie ruchowe. Zakaz jest więc merytorycznie uzasadniony.
Wymóg codziennego ruchu poza kojcem to rozwiązanie, które na papierze wygląda dobrze. W praktyce jednak jego egzekwowanie będzie ogromnym wyzwaniem. Inspekcje weterynaryjne i straże miejskie są chroniczne niedofinansowane i niedoborowe kadrowo. Kontrola tego, czy właściciel faktycznie wyprowadza psa każdego dnia i czy robi to w sposób adekwatny do jego potrzeb behawioralnych, jest w warunkach polskich niemal niemożliwa bez znaczącego wzmocnienia służb.
Gdzie leżą największe słabości?
Pojęcie „swobodnego poruszania się” w kojcu pozostaje nieprecyzyjne. Ustawa nie określa minimalnych metraży – co oznacza, że interpretacja tego zapisu będzie zależna od uznania kontrolujących, a w praktyce może prowadzić do dowolności. Podobnie „codzienność” i „adekwatność” ruchu to pojęcia, które bez szczegółowych wytycznych wykonawczych są trudne do wyegzekwowania.
Kolejną kwestią jest edukacja właścicieli. Część osób trzymających psy na uwięzi robi to nie ze złośliwości, ale z braku świadomości i wiedzy o potrzebach psów. Sama regulacja prawna bez równoległych działań edukacyjnych zmieni niewiele w mentalności społecznej.
Czy ustawa zadziała?
Przepisy będą skuteczne przede wszystkim tam, gdzie ktoś zgłosi naruszenie – sąsiad, wolontariusz organizacji prozwierzęcej, przypadkowy przechodzień. Ustawa daje narzędzie do interwencji tam, gdzie wcześniej go nie było. To realna wartość. Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt zyskują podstawę prawną do działania w przypadkach, które dotychczas były w szarej strefie.
Długofalowa skuteczność zależy jednak od trzech czynników: sprawności inspekcji weterynaryjnej, aktywności społeczeństwa obywatelskiego oraz wydania klarownych rozporządzeń wykonawczych precyzujących minimalne standardy. Bez nich ustawa pozostanie częściowo martwą literą prawa – szczególnie na terenach wiejskich, gdzie kontrola społeczna jest słabsza, a stare nawyki utrzymują się najdłużej.
To dobra ustawa. Ale dobra ustawa to dopiero początek.



