Hasło głoszące, że nie istnieją inne gatunki inwazyjne poza człowiekiem, to tragiczny przykład pseudonauki, która ignoruje dekady badań, nauki.
Zjawisko inwazji biologicznych jest obiektywnym, precyzyjnie opisanym procesem. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) oraz Konwencja o Różnorodności Biologicznej jednoznacznie klasyfikują inwazyjne gatunki obce jako jedno z pięciu głównych zagrożeń dla globalnej bioróżnorodności. Negowanie tego faktu w przestrzeni publicznej stoi w sprzeczności z elementarną wiedzą biologiczną.
Tego rodzaju narracja wyświadcza ogromną krzywdę rodzimym ekosystemom. Obce gatunki inwazyjne, takie jak kot domowy, szop pracz czy barszcz Sosnowskiego, nie funkcjonują w próżni, lecz bezpośrednio przyczyniają się do ginięcia rodzimych ptaków, płazów czy roślin.
Choć to człowiek odpowiada za zawleczenie tych organizmów na nowe tereny, skutki ich obecności w środowisku są mierzalną, biologiczną katastrofą. Relatywizowanie tego zagrożenia w imię źle pojętej empatii torpeduje realne działania ochronne i utrudnia ratowanie najbardziej zagrożonych elementów lokalnej fauny i flory.
Dorota Sumińska, posługując się swoim wizerunkiem i zasięgami, zastępuje rzetelną wiedzę przyrodniczą emocjonalnym populizmem, zresztą nie pierwszy raz. Zamiast tłumaczyć złożoność procesów ekologicznych oraz odpowiedzialność za wprowadzanie i przemieszczanie gatunków obcych, serwuje odbiorcom uproszczenie, które rozbraja społeczną czujność i sabotuje edukację środowiskową.
Promowanie takich tez pod płaszczykiem troski o zwierzęta przynosi efekt odwrotny do zamierzonego i w praktyce legitymizuje dalszą degradację polskiej przyrody.


