Koty jako darmowa deratyzacja? Pseudonauka i łamanie prawa w gminie Kobyłka
Szanowna Pani Burmistrz Miasta Kobyłka, Edyto Zbieć. Jak widać, nawet porządne wykształcenie nie chroni przed szerzeniem biologicznych bzdur i pseudonaukowych teorii w imię politycznej reklamy.
Zamiast realizować ustawowy obowiązek walki z bezdomnością zwierząt (poprzez odłów, kastrację, oswajanie i szukanie domów), gmina Kobyłka promuje utrzymywanie kotów na ulicach jako darmowych narzędzi do walki ze szczurami i myszami. To myślenie rodem ze średniowiecza, które należy stanowczo skonfrontować ze współczesną nauką i polskim prawem.
Mit 1: Kot domowy to skuteczna broń na szczury
Twierdzenie, że koty są skutecznym narzędziem do tępienia szczurów, jest mitem.
-
Fakty biologiczne: Skuteczność polowania kota domowego na duże gryzonie, takie jak szczury, jest bliska zeru. W środowisku miejskim to raczej populacja szczurów pożywi się osłabionymi kotami (zwłaszcza kociętami) niż odwrotnie.
-
Prawdziwi łowcy: O wiele skuteczniejsze w kontrolowaniu populacji gryzoni są odpowiednio szkolone psy domowe oraz dzikie ptaki drapieżne – dla których z kolei obecność udomowionego drapieżnika (kota) stanowi bezpośrednie zagrożenie.
Mit 2: Prawna bezkarność gminy
Uchwała gminna sugerująca „posługiwanie się” kotami wolno żyjącymi do deratyzacji to legislacyjna pułapka, w którą gmina sama wchodzi. Jeśli gmina Kobyłka oficjalnie traktuje te zwierzęta jako narzędzia użytkowe, de facto dokonuje ich adopcji i bierze za nie pełną odpowiedzialność prawną.
Zgodnie z Kodeksem cywilnym (art. 431 oraz art. 416):
-
Odpowiedzialność odszkodowawcza: Kto zwierzę chowa lub się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody. Gmina może więc odpowiadać finansowo za zniszczenia w środowisku naturalnym, kolizje drogowe czy inne wypadki spowodowane przez te koty.
-
Złamanie Ustawy o ochronie zwierząt: Ustawa nakazuje humanitarne traktowanie i walkę z bezdomnością. Umieszczanie kotów w miejscach bytowania dużych gryzoni to celowe narażanie ich na niebezpieczeństwo. Co gorsza, w wielu takich miejscach nadal wysypywane są trutki na szczury, co dla kotów oznacza wyrok śmierci w męczarniach.
Mit 3: Zmyślona terminologia
Pani Burmistrz posługuje się w swoich wpisach pojęciem „kot wolnożyjący”. Należy przypomnieć, że ani w polskim prawie, ani w systematyce biologicznej taki twór nie istnieje. Mamy do czynienia z kotem bezdomnym lub kotem wolno żyjącym (pisanym rozdzielnie) – i oba te terminy znajdują się w rozdziale Ustawy o ochronie zwierząt dotyczącym zwierząt domowych. Kot domowy nie jest i nigdy nie był zwierzęciem dzikim.
Ekologiczna hipokryzja i niszczenie bioróżnorodności
Raporty ONZ oraz Międzyrządowej Platformy Naukowo-Politycznej ds. Różnorodności Biologicznej (IPBES) biją na alarm: urbanizacja i presja inwazyjnych gatunków obcych to główne przyczyny drastycznego spadku bioróżnorodności.
Zgodnie z „Czerwoną listą ptaków Polski” (2020 r.), 47 gatunków awifauny lęgowej jest zagrożonych wymarciem. Na liście znalazł się m.in. gawron – ptak niegdyś powszechny w naszych miastach.
Nasuwają się więc pytania do urzędników z Kobyłki:
-
Czy gmina monitoruje i odnawia populacje prawnie chronionych ptaków, płazów i gadów, które regularnie padają ofiarą utrzymywanej przez Was grupy udomowionych drapieżników?
-
Dlaczego gmina decyduje się na utrzymywanie w środowisku inwazyjnego gatunku obcego, zamiast walczyć z gryzoniami w sposób profesjonalny, oparty na XXI-wiecznej nauce?
Cenzura zamiast merytorycznej dyskusji
Zamiast odnieść się do merytorycznych uwag i twardych danych naukowych, Burmistrz Miasta zablokowała możliwość komentowania i usunęła niewygodne treści. Brak zgody na powielanie pseudonauki skutkował cenzurą.
W związku z tym urząd otrzymał już oficjalne pisma z wezwaniem do zajęcia stanowiska wobec zaistniałej sytuacji oraz szkodliwych, merytorycznie błędnych treści publikowanych przez włodarza miasta. Czas wyjść ze średniowiecza.



