Odejście prof. dr. hab. Andrzeja Elżanowskiego skłania do głębszej refleksji nad kierunkiem, w jakim przez lata podążała polska debata o dobrostanie zwierząt. Jako zoolog i bioetyk o ogromnym dorobku naukowym, Profesor przez dekady angażował się w sprawy ochrony prawnej zwierząt, stanowiąc merytoryczne zaplecze dla wielu organizacji prozwierzęcych. Jego wpływ na kształtowanie postaw etycznych w Polsce jest niezaprzeczalny, dlatego wiadomość o jego śmierci zamyka ważny rozdział w historii polskiej bioetyki.
W obliczu tego pożegnania trudno jednak oprzeć się gorzkiej refleksji nad dziedzictwem, jakie pozostawił w obszarze ochrony kotów. Mając do dyspozycji tak potężny autorytet akademicki i powszechny szacunek, Profesor posiadał narzędzia, by fundamentalnie zmienić sytuację tych zwierząt w Polsce. Zamiast tego, jego argumentacja utrwaliła w systemie prawnym i świadomości społecznej archaiczny podział na koty domowe oraz koty tak zwane wolno żyjące, definiowane jako dzikie zwierzęta synantropijne.
Teoria zakładająca, że kot miejski funkcjonuje w stanie dzikim, a próby zapewnienia mu bezpiecznego schronienia czy domowej opieki stanowią rażące naruszenie humanitaryzmu, wyrządziła w praktyce wiele szkód. Kot domowy (Felis catus) to gatunek w pełni udomowiony przez człowieka, który w środowisku miejskim nie prowadzi naturalnego, wolnego życia, lecz zmaga się z głodem, pasożytami, śmiertelnymi chorobami zakaźnymi i zagrożeniami komunikacyjnymi. Koncepcja ochrony rzekomej wolności miejskich kotów w rzeczywistości zwolniła gminy i opiekunów z bezwzględnej odpowiedzialności za zapewnienie im bezpieczeństwa.
Ogromny żal budzi fakt, że głos tej klasy naukowca nie wybrzmiał z pełną mocą na rzecz powszechnej, obligatoryjnej kastracji wszystkich kotów bez wyjątku oraz jednolitego statusu prawnego gatunku. Zamiast budować standardy oparte na współczesnej wiedzy o etologii, medycynie weterynaryjnej i odpowiedzialnej opiece człowieka, wielokrotnie sankcjonowano stan, w którym zwierzęta pozostawiano na pastwę miejskich realiów.
Andrzej Elżanowski mógł być pionierem reformy, która zrównałaby los każdego kota w Polsce, gwarantując mu pełną ochronę humanitarną i bytową. Niewykorzystanie tego naukowego potencjału do przełamania szkodliwych mitów o rzekomej dzikości kotów miejskich pozostaje jedną z najbardziej bolesnych, niewypełnionych misji w historii polskiej ochrony zwierząt.



