fbpx
0
Ogólna

Kocia kawiarnia we Wrocławiu – wizyta

Nawet nie specjalnie wiem jak zacząć ten wpis. Udawało uniknąć mi się tematu kocich kawiarni w Warszawie, Gdańsku oraz Gdyni – nawet mimo zamieszania, które wprowadzały w środowisku kociarzy. Wczoraj trafił do mnie poprzez komentarz wpis dziewczyn z http://wroclawkobiecymokiem.pl/ Wrocław Kobiecym Okiem / .

Wpis dotyczył świeżo otwartej kociej kawiarni we Wrocławiu – patrz tu!

Pewne nadzieje dawała jeszcze przed otwarciem informacje, że opieką nad kotami, podopiecznymi kociej kawiarni będą zajmowali się ludzie jednej z większych kocich fundacji a dokładnie Fundacja Koci Zakątek.

Nie zamierzam przynudzać ani tworzyć niewiarygodnie długiego wpisu, czy też znęcać się nad lokalizacją. Pozwólcie, że opiszę w miarę zwięźle moją wizytę.

Lokal odwiedziłem dzisiaj, około 12.15–12.20 i spędziłem w nim około godziny. W lokalu znajduje się 6 stolików i po 3–4 krzesła oraz dwa mniejsze, kawowe stoliki z 3 pufami oraz dwumiejscową kanapą. Jak na niemal 100m2 lokal wydaje się on mały.

Lokal na podłodze posiada kamienne kafle, mimo iż jest klimatyzacja oraz grzejniki – taka, a nie inna podłoga raczej nie przysłuży się zdrowiu zwierząt. Mam też ogromne obawy – tak jak w przypadku każdej innej Polskiej kawiarni. Wchodzimy prosto z dworu, możemy przynieść wszystko na butach. Co się stanie, jak zarazi się jedno ze zwierząt, i pójdzie na resztę. Co, gdy wyniesiemy i przyniesiemy do własnego domu?

Wiele się argumentuje japońskimi kawiarniami – tam zdejmuje się buty, zakłada miejscowe obuwie lub zakłada się specjalne ochraniacze na obuwie.

Przywitała mnie pierwotna cisza oraz zajęte wszystkie stoliki, pufy oraz sofa. Po minucie lub dwóch, rozmowy wróciły, przeobraziły się w kilka minut w szmer, a następnie w pełnowartościowe rozmowy bez ograniczeń głośności. W pewnym momencie hałas był ledwo do zniesienia dla mnie, siedzącego z boku.

Na środku pomieszczenia stoi drapak, należący do takiej klasy minimum – kilka półek, krótkie paliki, z dwie skrytki. Wokół drapaka ustawione są stoliki, w takiej formie, że trudno przejść, by kogoś nie potrącić. Myślę, że okrągłe kawiarniane stoły ułatwiłyby poruszanie się po lokalu. W rogu pomieszczenia po lewej stronie drzwi znajduje się mniejsza wersja tamtego drapaka – oba w granicach 1,50.

Aktualnie w kawiarni znajdują się trzy koty. Dwa kocury i kotka. Kocia kawiarnia czeka na jeszcze dwa koty. Przechodząc obok drapaka (każdy wychodzący, wchodzący lub udający się do toalety musi go minąć) spojrzawszy na koty, zobaczyłem pierwsze sygnały stresu kotów. Minąłem go i podszedłem do lady, obudowanej plastikiem zapewne ze względu na kwestie sanitarne i wymuszenie sanepidowskie.

Obie Panie za ladą bardzo miłe i uprzejmie, dokonałem zakupu kawy, poproszono mnie o imię (jak się okazało, jest praktyka wołania klienta po odbiór produktów do lady. Przy większej ilości konsumentów zamawiających i odbierających istnieje spora szansa na rozlanie kawy, więc polecam nie pchać się natychmiast. Jak na standardy kawiarni w Polsce i fakt, że lokal ma 8 dni, poziom kawy był przyzwoity. Rzecz jasna do kawy zaproponowano coś słodkiego, jednak się nie skusiłem.

W trakcie czekania na kawę miałem okazję zobaczyć interakcję ludzi i zwierząt – jednej z kocurów przegonił drugiego na zaplecze, na które koty mają wyjście swobodne, gdzie mogą się odizolować. Duża część kotów w stresie nie wychodzi, a zamiera – próbując przeczekać stres. Po przegonieniu z udziałem łapoczynów, syczenia, warczenia i prychania ów przegoniony drugi kot – już nie wrócił na salę do mojego opuszczenia lokalu. Napięta postawa ciała, mimika twarzy, uszu, podniesiona sierść, język werbalny i niewerbalny zwierząt mówił, że nie dzieje się dobrze.

Relacja owego kocura z drugim kotem (kotką) wyglądały podobnie, kotka raczej opuszczała przestrzeń, jak kocur się do niej zbliżał. Jej reakcja była dość poważna, natychmiastowe układanie się na plecach, wystawiając cztery łapy do obrony, oraz uderzaniem łapą na oślep. Towarzyszyły temu syczenie i powarkiwania – takich spięć podczas wizyty były dwie. Sytuacji o lekko mniejszym kalibrze pod stołami lub krzesłami dwie kolejne.

Reakcje ludzi nie pomagały – bardzo głośne zachowania, śmiechy. Klienci nachylali się nad zwierzętami, nawet w tracie spięcia. Próby pogłaskania, złapania za ogon. Mogły się one skończyć na podrapaniu lub czymś więcej.

Relacje kotów uznaje za napięte i przydałoby się, gdyby ktoś zajmujący się behawiorem, przyjrzałby się temu, by uniknąć narastającego konfliktu.

Stres a sprawa kociej kawiarniami

Koty w kociej kawiarni – jest podobny jak stres u kotów w schroniskach. Tam masz dużo kotów małej przestrzeni. Tu masz niewiele kotów jednak stale wystawionych na setki ludzi codziennie, setki dźwięków i setki zapachów, kosmetyków, kremów i innych mazideł. Każdy miłośników kotów z podstawową wiedzą, że stres jest zabójczy dla kociego organizmu. Stres długotrwały może nawet zabić kota.

Nie będę ukrywał, że nie było przy tym żadnej reakcji ze strony załogi lokalu. Faktem jest, że obie Pani za barem były bardzo miłe, natomiast były zajęte głównie bieżącą obsługą klientów, na nadzór klientów i dobrostanu kotów raczej czasu brak. Jedynie, na co mogły Panie sobie pozwolić to na zwracanie uwagi, gdy klienci wchodzili zbyt opornie, wolno i istniało ryzyko, że któryś kot wyskoczy. Niestety znając ludzi, jest szansa, że prędzej czy później może dojść do tragedii w związku z drzwiami. Pojawiała się także trzecia Pani, zapewne managerka, która sprawdzała rezerwacje, gdyż niemal każdy stolik miał po trzy, cztery rezerwacje. Pamiętajcie, jest szansa, że wejście z ulicy skończy się tym, że miejsca nie znajdziecie dla siebie. Ja usiadłem na pufie, wbijając się między jedną a drugą rezerwację.

Zachowanie klientów, za które nie odpowiada lokal i tu każdy z nas może spojrzeć w lustro:

Macanie, dotykanie, głaskanie, podnoszenie i kładzeni na kolanach, mimo widocznych sygnałów ze strony kota, że mu się owo zachowanie nie podoba (jeden z panów nawet dostał łapą po ręce, za pchanie jej nie tam gdzie powinien, są dostępne zabawki, jednak jak co drugi klient próbuje się bawić (bo machanie wędką nad głową kota) to można mieć dość, mam na myśli zwierzę.

Część klientów siedzących niedaleko mnie zwracało uwagę w rozmowie, że widać, że zwierzęta są zestresowane i mają dość.

Wrażenie jak na świeżą kawiarnię – są niezłe. Jednak jak sama Pani z obsługi powiedziała, jak udało się nam załapać na pięć minut rozmowy, przed samym wyjściem, ta kawiarnia to działalność oparta na metodzie prób i błędów, że obsługa uczy się pracy na żywym organizmie i wiele rzeczy testują. Dla mnie osobiście fakt, że jest to żywy – dosłownie – organizm, nie powinien bazować na metodzie prób i błędów, bo owo życie może to przypłacić zdrowiem, wątpię, że życiem, chociaż to już zależne od indywidualnej jednostki. Otrzymałem też informacje, że opieką nad kotami – ocenami, socjalizacją itd. zajmuje się fundacja, a nie obsługa lokalu, więc żadnych pytań dotyczących wyboru zwierząt, procesu socjalizacji, procesu adopcji nie mogłem dopytać. To wszystko według Pani załatwia się z fundacją.

Elementów „uczenia się lokalu” jest fakt, że koty nie posiadają w lokalu – żadnych półek, żadnych miejsc na wysokości, z których mogłyby obserwować otoczenie. Według Pani jest to planowane – nie wiadomo na, kiedy i w jakim stopniu będzie to stworzone pod behawioralne potrzeby kotów. Aktualnie są to dwa niewielkie drapaki, parę poduszek, z dwie kartonowe leżanko-drapaki, jeden box kartonowy włożony w róg pomieszczenia, między kanapą, pufami a oknami. Brakuje realnych ukryć na widoku – widziałbym to w postaci nietrujących roślin trawiastych lub wiszących zielonych ścian, z kryjówkami.

Do kwestii uczenia się – jest także łazienka i brak realnego środka odkażającego, znajduje się tylko zwykłe mydło. Gdy poszedłem przed wyjściem do ubikacji, drzwi były otwarte – a w toalecie, otwarta deska klozetowa. Jednym słowem któryś z kotów mógł wejść i dla przykładu napić się wody lub też wyrządzić sobie krzywdę w ubikacji. Drodzy goście, zamykajcie za sobą drzwi i opuszczajcie deskę klozetową. Myjcie też proszę ręce po skorzystaniu z toalety: Czy Polacy myją ręce?

Jednym słowem, którym mógłbym podsumować wizytę, jest: PUSTKA. Jako zwykła, kawiarnia będzie to pewien standard, jako które miejsce ma być przede wszystkim dla kotów – za mało, za mało, za pusto i głównie tylko dla człowieka. Naklejki, obrazki i dekoracje kocie to stanowczo za mało.

Jak wiecie, nie jestem fanem instytucji kociej kawiarni, szczególnie udawania, że jej prawdziwym celem jest pomoc kotom. Rolą istnienia firmy jest zarabianie pieniędzy dla właściciela i pracowników – koty są dodatkiem, elementem marketingu – „prowadzimy biznes, ale pomagamy kociakom” i ludzie niezaznajomieni z prawami reklamy po prostu wpadają jak śliwki w kompot.

Podniesiono także argument, że dzięki temu koty znajdą dom – co będzie, gdy koty jeden lub drugi zaczną wracać z adopcji, a wiem, że takich wypadków nie jest mało. Kot wróci do kawiarni czy do fundacji, do domu tymczasowego, hoteliku czy klatki? Większość kocich kawiarni deklarowała adopcje, teraz już ich nie prowadzą i kot staje się rezydentem na stałe.

Droga kocia kawiarnio, macie wiele rzeczy do zmian
Wiem, że moja opinia niewiele tu zmienia, bo kocie kawiarnie powstają i będą powstawać, bo jest na nie moda. Lecz moda na szczęście, przemija.

Wesprzyjcie fundacje, wesprzyjcie domy tymczasowe. W nich jest przyszłość.

#BądźŚwiadomy #BądźMądry #KociePorady

Ps. Kocia kawiarnia jako temat na moim blogu już się pojawił – Kocia Kawiarnia w Krakowie oraz recenzja Natalii i Dagmary.

Mieszko Eichelberger

Mieszko Eichelberger

Zawodowo zajmuję się prowadzeniem konsultacji behawioralnych, żywieniowych oraz opieką nad zwierzętami w domach. Jednym z głównych pól działania jest edukacja. W wolnych chwilach zajmuję się influencer marketingiem oraz pokrewnymi dziedzinami marketingu. Prywatnie jestem kocim ojcem - kocur Czarek, kotki Sue, Kid i Perła, wraz z partnerką Zofią zamieszkujemy Wrocław.

Kontakt

Telefon: 731 336 586
Mail: [email protected]