Kot domowy to gatunek udomowiony, a nie dziki element rodzimego ekosystemu. Komunikat opublikowany przez Urząd Miejski w Sulejowie po raz kolejny obnaża brak elementarnej wiedzy biologicznej i prawnej wśród osób odpowiedzialnych za komunikację samorządową oraz opiekę nad zwierzętami. Nazywanie bezdomnych lub bytujących na zewnątrz kotów domowych „dzikimi kotami” to rażący błąd merytoryczny.
W polskiej faunie jedynymi dzikimi przedstawicielami rodziny kotowatych są ryś euroazjatycki oraz żbik europejski – oba podlegające ścisłej ochronie gatunkowej. Kot domowy (Felis catus) pod żadnym pozorem nie staje się zwierzęciem dzikim tylko dlatego, że znalazł się poza stałą opieką człowieka. Używanie takiego nazewnictwa przez urzędników nie jest jedynie drobną pomyłką językową, lecz fałszowaniem statusu biologicznego zwierzęcia, co bezpośrednio przekłada się na nieprawidłowe podejście do problemu bezdomności i ochrony środowiska.
Równie niepokojąca jest reakcja na merytoryczne uwagi mieszkańców i specjalistów. Zamiast sprostowania błędu i rzetelnej dyskusji, gmina zdecydowała się na zablokowanie możliwości dodawania komentarzy. Odcinanie obywatelom prawa do zadawania pytań i korygowania dezinformacji publikowanej za publiczne środki to standard daleki od transparentnego samorządu. Samorząd ma obowiązek realizować zadania w oparciu o fakty naukowe oraz literę prawa, a nie uciekać przed konstruktywną krytyką poprzez cenzurę.
Zapewnienie kastracji jest krokiem koniecznym, jednak budowanie strategii opieki nad zwierzętami wymaga operowania precyzyjnymi pojęciami. Pora, aby urzędy gminne przestały powielać szkodliwe mity o „dzikich kotach” i zaczęły traktować edukację oraz dialog z mieszkańcami w sposób w pełni profesjonalny.





