Czy człowiek jest gatunkiem inwazyjnym?
Hasło „człowiek to jedyny gatunek inwazyjny” brzmi chwytliwie w publicystyce, jednak z punktu widzenia nauk przyrodniczych jest całkowicie błędne. W biologii pojęcie inwazyjnego gatunku obcego (IGO) ma ścisłą definicję: dotyczy organizmu, który został przemieszczony przez człowieka poza swój naturalny zasięg (historyczny lub współczesny), zdołał się tam osiedlić i zagraża rodzimej bioróżnorodności. Człowiek (Homo sapiens) nie został przetransportowany przez inny czynnik zewnętrzny – rozprzestrzenił się po niemal wszystkich kontynentach w toku naturalnej migracji i adaptacji ewolucyjnej trwającej dziesiątki tysięcy lat.
Człowiek jako globalny czynnik przemian
Po drugie, terminologia ekologiczna służy do opisu relacji wewnątrz ekosystemów, a nie do oceniania moralnej odpowiedzialności. Człowiek nie jest po prostu „kolejnym gatunkiem w łańcuchu pokarmowym”, lecz globalnym czynnikiem kształtującym biosferę (driver of change). To nasza działalność – celowe lub przypadkowe przenoszenie szopów, norek czy roślin ozdobnych – wywołuje biologiczne inwazje. Nazwanie człowieka „gatunkiem inwazyjnym” zamazuje tę kluczową rolę: czyni ze sprawcy problemu jego biologiczną ofiarę i sprowadza świadomą gospodarkę do poziomu niekontrolowanego namnażania się chwastów czy szkodników.
Uproszczona rola człowieka
Sprowadzanie destrukcyjnego wpływu ludzkości do kategorii gatunku inwazyjnego jest więc błędem logicznym i pojęciowym. Człowiek jest wektorem inwazji i niszczycielem siedlisk, a zwalczanie inwazyjnych gatunków obcych nie wynika z „uprzedzeń do zwierząt”, lecz z konieczności ratowania rodzimej przyrody przed skutkami naszej własnej działalności.

