Bezdomność kotów a odpowiedzialność gminy za brak kastracji
Zrzucanie całej odpowiedzialności na kierowców za potrącenia wolno bytujących kotów to wygodny sposób na odwrócenie uwagi od systemowych zaniedbań samorządów. W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się poruszające apele o domy dla osieroconych miotów, w których narracja skupia się wyłącznie na tragedii drogowej. W rzeczywistości obecność niekastrowanej samicy i narodziny kolejnych młodych na danym terenie stanowią bezpośredni dowód na niewydolność lokalnej polityki zapobiegania bezdomności zwierząt.
Ustawa o ochronie zwierząt nakłada na każdą gminę obowiązek corocznego uchwalania i realizowania programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności. Fundamentem takiego programu musi być powszechna, finansowana przez samorząd kastracja kotów wolno żyjących oraz wsparcie zabiegów dla kotów właścicielskich. Jeśli kotka ginie na jezdni, pozostawiając bezbronne potomstwo w kojcu, zawiódł przede wszystkim system profilaktyki. Reagowanie dopiero w momencie kryzysu i przerzucanie opieki nad osieroconymi miotami na mieszkańców to działanie pozorne, które nie rozwiązuje przyczyny problemu.
Skuteczna ochrona kotów w przestrzeni publicznej wymaga odejścia od fasadowych działań na rzecz realnego egzekwowania prawa. Gminy muszą zabezpieczyć realne budżety na sterylizację, znakowanie elektroniczne oraz współpracę z organizacjami pozarządowymi i społecznymi opiekunami. Zamiast obwiniać wyłącznie ruch drogowy za skutki nadpopulacji, samorządy powinny wdrożyć konsekwentną kastrację jako jedyną humanitarną i skuteczną metodę walki ze zjawiskiem bezdomności zwierząt.


