„Szkolenie w 10 minut” Miriam Fiedles-Babineu – recenzja

Mam dla Was recenzję Gosi, dotyczącą książki „Szkolenie kota w 10 minut” autorstwa Miriam Fiedles-Babineu. Zachęcam do przeczytania.
Jako że wiele domowych kotów zmaga się z codzienną nudą, postanowiłam z myślą o ich opiekunach zapoznać się z wydaną w tym roku w Polsce książką amerykanki Miriam Fiedles-Babineu zatytułowaną „Szkolenie kota w 10 minut”. Pozycja nie jest nowością, ponieważ na rodzimym rynku funkcjonuje od roku 2003, jednak wiadomo jak to u nas – wszystko dociera z opóźnieniem.

Książka jest niewielka i ładnie wydana, zawiera dużo zdjęć, które mogą być bardzo pomocne w pracy z kotem. Opisy poszczególnych ćwiczeń wykonane są w sposób dla mnie jasny i zrozumiały, ale nie jestem pewna czy to opinia obiektywna, ponieważ już wcześniej miałam do czynienia z kocim treningiem. Niemniej jednak wydaje mi się, że wskazówki sformułowano w sposób przystępny dla odbiorcy. Bardzo przydatny jest apendyks A, gdzie pokazano dokładnie zbliżenia dłoni opiekuna powiązane z poszczególnymi komendami. Na pewno kot, który wchodzi w silne interakcje z opiekunem i regularnie domaga się uwagi, skorzysta na wdrożeniu w codziennym życiu tych wskazówek.

Niestety są też minusy. Autorkę cechuje coś, co ja nazywam „amerykańską bezstroską” i co zupełnie nie przystaje do naszych, polskich warunków. Szkoda, że wydawca nie zwrócił na to uwagi i tylko w jednym kontekście (usypiania nieadopcyjnych kotów w schroniskach) zaznacza, że w Polsce wygląda to inaczej. Miriam pisze więc o wspaniale zaopiekowanych i szczęśliwych wiejskich kotach wychodzących (s.102), którym właściciele zapewniają wszelkie zaplecze medyczne (zapraszam do dowolnej polskiej wsi od Szczecina po Przemyśl w celu zapoznani się ze szczęśliwym życiem polskich kotów na wsiach…), używa też sformułowania jakoby koty zdobywające puchary i medale na wystawach „realizują się” życiowo (zupełnie, jakby była to ich decyzja żeby jeździć na dalekie odległości a następnie siedzieć w klatce w dużej hali pełnej innych zwierząt i być naciąganym w powietrzu przed obcymi ludźmi z komisji sędziowskiej, faktycznie brzmi jak zabawa…). I choć te elementy nie odnoszą się stricte do części o szkoleniu, to jednak pokazują sposób postrzegania przez autorkę kociej rzeczywistości, który niestety w moim odczuciu jest mało realistyczny.

Gorzej, że pojawia się tu również kilka niepokojących informacji dotyczących samego szkolenia oraz zasad postępowania behawioralnego. I tak możemy znaleźć wskazówki, by niechętnego do treningów kota przegłodzić dzień lub dłużej (s. 12), że przy zwracaniu kotu uwagi że robi coś źle można pryskać na niego wodą (s. 96), że jedną z metod zaprzyjaźnienia kotów ze sobą jest serwowanie im wspólnego posiłku na jednym talerzu (s. 103) oraz że najlepszą nagrodą dla zwierzaka będzie branie go na kolana (s. 8). Wszystkie te informacje nie tylko są nieprawidłowe, ale wręcz ich wykorzystanie może okazać się szkodliwe dla zwierzaka! Podobnie jest z kwestią nauki korzystania przez kota z ludzkiej toalety, włącznie ze spuszczaniem wody (s. 89-92): jest cała instrukcja jak przyzwyczaić koty do takiej aktywności, ale nie poruszono kwestii negatywnych konsekwencji behawioralnych. Pojawia się tylko wzmianka o ewentualnych „przykrych niespodziankach” oraz o tym, że kot może przestraszyć się dźwięku spuszczanej wody. Jako behawiorystka pracująca z kotami od lat zdecydowanie odradzam taki element szkolenia jako niezgodny z naturalnymi potrzebami kotów. No ale jak widać Amerykanie nie widza w tym nic niewłaściwego. Pomijam część o wykorzystywaniu kotów w filmach (ostatni rozdział książki) i o zawartych tam opisach warunków pracy zwierzą, które dl mnie są głęboko przerażające – tu zwyczajnie nie ma nawet czego komentować.

Podsumowując: książka o szkoleniu kotów w 10 minut proponuje krótkie sesje treningowe z dość prostymi elementami szkolenia, którego celem jest urozmaicenie dnia naszego zwierzaka. I to jest, w moim odczuciu, bardzo dobra inicjatywa. Natomiast do reszty informacji zawartych w publikacji należy podejść w najlepszym razie z dużym dystansem i sporą dozą rozsądku. A jeśli ktoś nie ma doświadczenia w pracy z kotami, to chyba najbezpieczniej jest nie czytać tego wcale.

Z pozdrowieniami

Tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk – kocibehawioryzm.pl



Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi. Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.


  • żyjwzgodziezesobą

    A co jest nie tak z podawaniem kotom mającym się zaprzyjaźnić jedzenia z jednej miski? Czy dopuszcza Pani pryskanie wodą kotów które ze sobą walczą?

    • Mieszko Eichelberger

      Koty w naturze nie jedzą w jednym miejscu. Zaburza to niestety relacje kocio-kocie. Kot w naturze poluje, a następnie spożywa posiłek w pojedynkę. I tak też powinniśmy mu dać możliwość w domu.

      W żadnym przypadku nie dopuszczam możliwości pryskania wodą kotów. Jeśli chcemy rozdzielić koty, można to zrobić za pomocą dużego materiału między koty, zarzucania go na jednego z kotów. Nigdy nie rozdzielamy też rękoma chyba że chcemy wylądować w szpitalu.

Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: