0
Recenzja

Wizyta trójki w Krakowie – Kocia Kawiarnia, recenzja

By Październik 1, 2015 2 komentarze

Kocia Kawiarnia „Kociarnia” w Krakowie

 

Mimo że opóźniona notka, to myślę że warto byście przeczytali. Jestem ją Wam winny.

Nie planowałem się wstępnie wybierać do tego miejsca, ze względu na jasne wątpliwości i uwagi które wyartykułowałem w jednym z wpisów. Jednak po rozmowach z członkami grup i znajomymi – uznaliśmy że może warto spojrzeć dokładniej. Z przykrością muszę stwierdzić że przyjrzenie się z bliska nie pomogło w poprawie wizerunku tego przybytku.

 

W Krakowskiej kawiarni pojawiłem się 22 sierpnia w godzinach popołudniowych (przyznam szczerze że zaaferowany pojawieniem się tam) nie spojrzałem dokładnie na godzinę, ale były to okolice 13:00 godziny, spędziłem tam koło 40-45 minut wraz z Natalią i Dagmarą.

 

Weszliśmy do środka przez „drzwi” czyli listwy obite siatką na zatrzask magnesowy, jednak lekkie pociągnięcie powodowało że „mechanizm ustępował”, nie stawiał najmniejszego oporu. Szpara nad owymi drzwiami a górną framugą wynosiła kilkanaście centymetrów. Koty jeśli przedostałyby się przez szafę (przejście między barem a salą z kotami) nie miałyby problemu z pokonaniem tego zabezpieczenia.

„Nie dostałem figurki” ;<

A że można dostać za wsparcie, dowiedziałem się z wpisu na fb tego samego dnia którego wróciłem do domu :)

 

Natalia i Dagmara zamówiły sobie po herbacie, a ja zamówiłem cappuccino – dostaliśmy drewnianego kota na stół i poinformowano że dostaniemy zamówienie do stolika. Weszliśmy przez szafę i usiedliśmy w pomieszczeniu z rezerwacjami – na szczęście prócz trójki gości, i dwóch nastoletnich dziewczyn okupujących tylne okno z dwoma kotami, było pusto. W pierwszej z sal siedziało z 4-5 osób i jak domyśliliśmy się 2 wolontariuszki (w tym jedna dziewczyna przynosiła do stolika także napoje i posiłki).

 

Panowie za barem bardzo grzeczni, bardzo mili i uśmiechnięci.. Pani wolontariuszka/kelnerka – wyglądała troszkę jakby za karę to robiła. Może po prostu faktycznie gorszy dzień.

 

Co zaobserwowałem:

 

-koty chodziły wolno, sztywno – w kociarni podobno są młode koty, natomiast tutaj nie było żadnego biegania, podskakiwania, niemal zerowa reakcja na bodźce zewnętrzne, koty sprawiały wrażenie przymulonych, podobne wrażenie spotkałem u kotów którym podaje się środki uspokajające (nie wiem czy tutaj tak jest, natomiast tak to wygląda z moich obserwacji),

-jeden z kotów miał na sobie obróżkę feromonową, uspokajającą,

-bura kotka – w trakcie naszego pobytu wskoczyła na okno gdzie leżała „czarna” włochata poduszka, kotka zaciekle lizała/zjadała te kłaki (które można było wyjąć delikatnym ruchem palców), po jakiś 7 minutach podeszła wolontariuszka, pani podająca kawę, pogłaskała kota w trakcie gdy zjadał dalej kłaki i powiedziała „ojeju, znowu to robisz” i poszła sobie, nie wróciwszy już do tej sytuacji – według mojej wiedzy, to zachowanie kota najpewniej wskazuje na zachowanie zastępcze związane z poziomem stresu, lub braku odpowiednich stymulantów,

-podobną historię opowiedziała jedna z dziewczyn, którą poznałem na mikro zlocie KPB, że będąc tam na miejscu na 99% ta sama kotka z podobną intensywnością wylizywała dywan,

-koty także żyjące w kawiarni, powinny mieć zaspokojone potrzeby łowieckie (tak, wszystkie koty żyjące pod opieką powinny mieć zapewnioną dodatkową stymulację łowczą – przed każdym posiłkiem), o szkodliwości pełnej miski już wielokrotnie się wypowiadałem,

-wszystkie hamaki i półki zawieszone są na jednej wysokości, na długość ramienia ludzkiego, w jednej linii mimo tego że do sufitu jest z trzy metry wysokości – jak zostało przez dziewczyny zauważone ich ustawienie nie zostało stworzone jako dobro dla kotów, ale jako wystawa dla gości, by mogli sobie obejrzeć i ewentualnie zamówić u producenta;

 

W sali z rezerwacją pod tą podwieszoną drewnianą konstrukcją jest do ściany przymocowany drapak Rufi(?) (bardzo duży, bardzo wytrzymały i bardzo fajny) – natomiast obstawiony z dwóch stron kanapami i stolikami, w samym rogu pomieszczenia. Czyli o wiele za mało funkcjonalny dla naszych kocich podopiecznych, rozsądniejszą opcją byłoby go przymocować do ściany gdzie w wiszą półeczki i hamaki, z prawej od wejścia do tego pokoju. Ten drapak powinno się zamontować na środku tej ściany a półki, hamaki i inne mniejsze dekoracje ścian umiejscowić wokół niego w formie drzewa. Pomieszczenia kociej kawiarni są małe lecz bardzo wysokie, można byłoby tam stworzyć nawet trzypoziomowy park kociej rozrywki, podwiesić pod sufitem kilka połączonych ze sobą np skrzynek po owocach, które dałyby możliwość schowania się na widoku, obserwacji całego terenu, eksploracji oraz bycia poza ludzkim dostępem (ale oczywiście do tego należałoby zwinąć kable które są podwieszone pod sufitem, lub zabezpieczyć je innym sposobem). Ważna rzeczą na jaką powinien zwrócić uwagę człowiek odpowiedzialny za behawior to przystosowanie pomieszczeń do tego by kot mógł przemieszczać się między poziomami półek, i mógł po wszystkich dla kotów dostępnych pomieszczeniach chodzić na wysokości, by mógł przejść całe pomieszczenie nie dotykając łapą podłogi. Dlatego wielopoziomowo by koty mogły się w górze swobodnie minąć.

 

Po wyjściu z lokalu przez kilka godzin czułem się naprawdę niezbyt dobrze. Obciążony psychicznie wizytą – może to wynik temperatury tamtego dnia, a może jednak nie? Jestem pewien że więcej lokalu w Krakowie nie odwiedzę.

 

Tekstów Natalii i Dagmary nie zmieniałem, cytuję je słowo w słowo.

 

Wpis Natalii:

 

Aby nie powtarzać tego, co już napisał Mieszko dodam kilka swoich spostrzeżeń na Kocią Kawiarnię. Zaczynając od wejścia do środka, to panowie przyjmujący zamówienia byli chyba jedynymi istotami na swoim miejscu w tym przybytku, mimo wszystko fajnie by było wprowadzić możliwość płatności kartą i może więcej rodzajów herbat. Podobał mi się nawet pomysł z przechodzeniem przez „szafę” do pomieszczeń, gdzie można było usiąść i obcować z kotami. Same te pomieszczenia schludne, ale nie powalały. Moim zdaniem przy takim wysokim suficie można zrobić naprawdę wiele fajnych instalacji , gdzie koty będą mogły uciec przed ludźmi. Myślę, że nie ma co się bać takiego rozwiązania, bo zyskałoby to na widowiskowości i na pewno spodobałoby się ludziom. Nie wiem jak tam jest z wolontariuszami, i czy dziewczyna, która przynosiła nam zamówienie do stolika była jednym z nich, czy jest zatrudniona jako kelnerka. Byliśmy w weekend, ludzi nie brakowało, choć daleko było do tłumu, to ona nie bardzo miała czas, żeby zerknąć na koty i zwracać uwagę klientom za zbyt nachalne zachowanie wobec zwierząt. Jako ktoś, kto uwielbia wszelakie stworzenia, które można przytulić i z którymi można się zaprzyjaźnić rozumiem przychodzących tam ludzi, że chcą te koty pogłaskać. Ale jako ktoś, kto rozumie koty i stara się zdobywać o nich coraz większą wiedzę, wiem, że nie jest dla kotów dobre, aby były ciągle w zasięgu rąk i prawie cały czas dotykane. Zmartwiło mnie to, że wszystkie te MŁODE koty były tak powolne i przypominały raczej mimozy. Z żalem stwierdzam, że koty w schronisku są weselsze, a jak wiadomo nie jest to najszczęśliwsze miejsce na ziemi. A kiedy usłyszałam, że wcześniej wspomniana dziewczyna (nazwijmy ją roboczo obsługą kawiarni) kotce liżącej futrzaną poduszkę, z której to z niesamowitą łatwością wychodzi włosie, zwraca uwagę „że znowu to robi” głaszcząc tę kotkę- wzmacniając złe zachowanie, to mnie wręcz coś uderzyło. Raz, że kotka została nagrodzona za szkodliwe dla niej zachowanie, ponieważ w jej brzuchu zbiera się pokaźny kłak, dwa ukazało to brak tak naprawdę podstawowej wiedzy, którą trzeba mieć aby kotami się zajmować. Jestem alergikiem (nie, nie mam alergii na koty) i w jakimś stopniu odczuwam działanie Feliway’a, co dało nam niejako powód do tego, aby sądzić, że jest tam namiętnie stosowany. W trakcie wizyty okropnie rozbolała mnie głowa i na szczęście przeszło to po spędzeniu trochę czasu na świeżym powietrzu. Na koniec dodam, że dość mocno nas zaniepokoiło odkrycie, że czarny kocurek ze sztywnymi tylnymi łapkami jest tym sławnym uciekinierem.

 

Wpis Dagmary:

 

Nasz długo wyczekiwany pobyt w Kociej Kawiarni w Krakowie w końcu się odbył.

Miejsce przywitało nas dość sennie, mimo południa.

 

Koty, mimo podanego zapisku o niedotykaniu podczas snu były dotykane przez osoby, które odwiedzały wówczas lokal.

Czy lokal, który podobno jest zaopatrzony w kamery, coś z tym robi?

 

Przy naszym stoliku akurat przechodziła kobieta o kulach. Kot, który położył się na podłodze w pobliżu przejścia został ominięty dosłownie o kilka centymetrów przez tę panią. Co, gdyby się poślizgnęła i upadła na kota?

 

Kotów widzieliśmy bodajże pięć, reszta była w innym pomieszczeniu.

Duży drapak z materiału kremowo-brązowego – jak na tyle kotów w lokalu, praktycznie niezniszczony i mało osierściony (albo tak mocno odkurzane ;) ) . Ustawiony w rogu, bez większej możliwości skorzystania zeń gdy siedzą goście po obu stronach kanap.

Dwa koty w obróżkach antystresowych (pod kątem innych kotów czy ludzi?).

 

Na parapecie kotka liże posłanko z włosiem (zachowania zastępcze, może nawet kompulsywne), które bardzo łatwo odchodzi przy pociągnięciu palcami (na zdjęciu ów kłaczek w towarzystwie cytryny z herbaty). Czy szefostwo kawiarni nie boi się konsekwencji zakłaczenia takim włosiem? Co w przypadku zarażenia gościa lokalu grzybicą u kota o słabszej odporności? Kto za to odpowie?

 

Bardzo dużo niewykorzystanego terenu – wysokie ściany, które można by było dostosować dla kotów pod kątem kolejnych drapaków czy miejsc obserwacyjnych.

Najwięcej „kocich półek” było niestety na wysokości ludzkiej ręki – zapewne tak, by można było pogłaskać kota.

 

W oczekiwaniu do toalety, zaśmiewający się pan stojący przede mną, dotykał kota na drewnianej drabince. Kotu drgał ogon co dla pana nie było żadną wskazówką a może to go właśnie tak śmieszyło.

 

W łazience preparat do mycia rąk antybakteryjny. Obawiam się, że olejek herbaciany w składzie może być niewystarczającą ochroną przed chorobami. Skąd też pewność, że każdy gość, korzystający z toalety umyje nim ręce? Preparat w formie żelu też winien być nie tylko w toalecie ale i w innych pomieszczeniach, gdzie goście liczą na dotykanie futrzaka.

 

Przy takiej masie ludzi, jaka się przewala przez lokal warto wstawić do kawiarni ochraniacze na obuwie i bez nich nie wpuszczać.

 

Mimo wykonanych szczepień ochronnych u kota o słabszej odporności jest potencjalnie możliwe złapanie choroby przyniesionej na butach.

W okolicy legowiska na parapecie sznurek około 30-centymetrowy, leżący luzem – chyba jako zabawka. To samo na pięterku. Sznurek na podłodze, którym kot się może okręcić lub spróbować lizać.

 

W większym pokoju – posłanek i budek więcej niż kotów – jak w sklepie z akcesoriami dla zwierząt. W ani jednym z nich nie było kota.

Okorowane drapaki co zapewne wygląda estetyczniej (sypanie się i brak robaków i owadów), ale dla kotów jest to za śliskie i wspinać się po tym kot nie będzie, może tylko wskoczyć.

 

fot. Dagmara W-J

unnamed fot. Dagmara W-J

Na zakończenie – zauważyliśmy że siatka w drzwiach wejściowych ma u góry 10 centymetrów przerwy (brak siatki) – po co to jest?

Wizyta utwierdziła mnie w już nabytym przekonaniu – nie jest to miejsce, które powinno zaistnieć pod kątem dobra kotów.

Pomagać zwierzętom można na wiele innych sposobów. Wyszłam z dużą ulgą. Nie polecam absolutnie.

Dagmara Wójcik-Jędrzejewska, zoopsycholog

Mieszko Eichelberger

Mieszko Eichelberger

Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi.

Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.

  • Karolina

    A ja byłam w tej kawiarni kilka dni temu, i zupełnie się z Panem nie zgadzam. Wydaje mi się, że poszliście z już „gotowym” nastawieniem i tworzycie czarny PR wokół zupełnie niewinnych spraw. Po pierwsze- w tej chwili wszyscy pracownicy są normalnie zatrudnieni, bo pytałam. Już nikt tam nie pracuje na zasadzie wolontariatu. Po drugie- analiza zachowania kotów na podstawie godzinnej wizyty- sorry, to jest analiza bez dostatecznej ilości danych. Jak ja tam byłam, koty były ożywione, biegały, przychodziły do ludzi, jak im się znudziło głaskanie to szły w swoją stronę, bawiły się też za sobą nawzajem. Jeden tylko drzemał sobie na środku korytarzyka przed toaletą- i nikt mu w tym nie przeszkadzał. Co do kotki wylizującej co popadnie- nie widziałam jej- podobno była jedna kotka, która niezbyt dobrze się czuła w tym miejscu i trafiła w związku z tym do DT. Po trzecie- Pana koty są ożywione w okolicach 13??? Bo mój, i wszystkie znane mi koty- łącznie z lwami i tygrysami widzianymi w zoo- pomiędzy 12 a 14 po prostu śpią albo się snują ospale w poszukiwaniu wygodniejszego miejsca do drzemki…

  • Emilka Kz

    Byłam w kawiarni dziś, było czysto i schludnie, choć nastawiłam się na mnóstwo kłaczków w końcu to kociarnia. Zamówiłam kawę i szarlotkę :) Stało długo na stoliku bo robiłam zdjęcia kociakom, ani jednego włoska :) Pani kelnerka bardzo sympatyczna, opowiedziała historię każdego kociaka w pokoju. Bawili się praktycznie wszyscy a było nas w pierwszej sali 6 osób, w drugiej podobnie. Koty nie były sztywne :D hehe jest jeden mały kociak szalał biegał skakał jak to kocię :) i jeden większy też, aaa byłam po 12 :) jeden spał :D z okiem otwratym :) więcej tu: https://www.facebook.com/emizdnianadzien/posts/1238816286183567

Kontakt

Telefon: 731 336 586
Mail: [email protected]