Kot wychodzący – pytanie od klienta

Miałem wczoraj telefon od pewnej Pani i powiem, że chwilę zastanawiałem się, czy o tym napisać kilka zdań. Niektórzy co wrażliwsi uznają to za niskiej jakości prowokację, jednak myślę, że warto się nad tematem pochylić.

1). Pani zadzwoniła z pytaniem:

 

„Czy można nauczyć sfinksa wychodzić do ogródka, ale by nie opuszczał go — bez ingerencji w podwórko, bez możliwości zbudowania woliery, bez specjalnego ogrodzenia?”

Wychodzenie na smyczy, odniosłem wrażenie ,że nie wchodziło w grę.

2). Drugim pytaniem (była to rozmowa przez telefon)

 

„Czy jeśli dałoby się nauczyć kota tak wychodzić, czy istnieje możliwość nauczenia kota unikania konfrontacji z innym kotem oraz hm „nauczenia” nieufności do innych ludzi?”

Domyślam się, że chodziło, by nikt kota nie ukradł.

Pierwszą ważną sprawą na temat jest wychodzący kot, a drugą, że jest to kot rasowy. Jak moi czytelnicy wiedzą, nie jestem zwolennikiem wypuszczanych luźno kotów (bez nadzoru), jestem raczej za postawieniem woliery, zabezpieczeniem ogrodzenia czy też za wychodzeniem na smyczy.

Jeśli ludzie mają koty dachowe, najczęściej wychodzenie ich nie jest praktycznie dyskutowane, natomiast rzadko słyszę na temat wychodzących rasowców. Pytanie to więc skłoniło mnie do myślenia, że jest to przynajmniej prowokacja lub po prostu jakiś test (czy dla pieniędzy zmienię pogląd?).

Odpowiedź na pytanie pierwsze:

Ani sfinksa, ani żadnego kota, bez używania metod inwazyjnych jak przemoc fizyczna, straszenie (pryskacze, psikacze, elektryczne ogrodzenie itd. – których według mnie nie zastosuje żaden kochający opiekun) nie ma szans, nauczyć by przebywał tylko na terenie ogródka przydomowego. Kot z czasem będzie oddalał się coraz dalej, zapoznając teren. Jest to wpisane w kocią naturę i człowiek musi się z tym pogodzić, lub po prostu kota nie wypuszczać.

Odpowiedź na pytanie drugie:

Wychodzący kot jest narażony na wiele zagrożeń, gdy opuści swój teren (dom, ogródek) – m.in. na spotkanie z innym kotem czy psem. Mimo tego, że koty raczej unikają walki, jednak do walk dochodzi, a rany z walk wynikłe bywają głębokie (szczególnie gdy trafi się zaprawiony wolnożyjący kot, dziki z tylko wychodzącym już mocno domowym kotem) i potrafią się „paprać”. Chcąc uniknąć zranienia naszego pupila, nie wypuszczajmy go. Kot po spotkaniu z obcym kotem może wrócić także z dodatkowym prezentem-w postaci: chorób wirusowych czy też pasożytami. Jeśli kot ma dobry kontakt z nami, dobrze reaguje na człowieka w domu — duże prawdopodobieństwo, że podejdzie do obcego człowieka. Naraża go na możliwe nieprzyjemności czyli znęcający się nad kotami ludzie, gdyż stanowi to dla nich świetną rozrywkę. Jeśli kota złapią, mogą go zranić, a nawet zadręczyć na śmierć.

 

Podsumowując: odmówiłem rozmówczyni, informując, że nie widzę możliwości bezstresowego zabezpieczenia kota — bez ingerencji w otoczenie (ogrodzenie przestrzeni dla kota).

 

 


Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi. Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.


  • Czech

    Dzień dobry,
    mam pytanie odnośnie kota wychodzącego wyłącznie na szelkach – czy pozwalać takiemu kotu np. na zjadanie trawy rosnącej na zewnątrz lub polowanie na owady? Pisząc o trawie mam na myśli ogół roślin rosnących z dala od drogi, w lesie lub na łące obok, jednakże mam świadomość, że może być ona „zanieczyszczona” odchodami innych zwierzaków. Jeśli chodzi o owady, to staram się separować kota od tych mogących go użądlić, ale bywa, że taki np. chrząszcz padnie jego łupem.

  • Crispy

    Witam, stosunkowo niedawno przygarnęłam trochę dziką kotkę (notabene w ciąży). I ona wychodzi- nie mam serca trzymać jej w zamknięciu, bo jednak przyzwyczaiła się do tego, no i chodzi głównie po moim ogrodzie, więc jestem o nią w miarę spokojna. Za to nie mam pojęcia co zrobić z jej kociakami (zostały ze mną 2). I widząc, że mama wychodzi same też chcą. I zaczęłam wychodzić z nimi na smyczy, ale niezbyt to im pasowało, więc teraz puszczam je luzem trzymając smycz gdzieś w zanadrzu, no i teraz mogą w pełni cieszyć się z biegania po trawce. I zastanawiam się czy to db pomysł? Bo boję się, że kiedyś może im coś strzelić do głowy, zwieją mi i zrobią sb krzywdę…

Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: