Kocia kawiarnia a kocie potrzeby – mój punkt widzenia

Kilka dni temu, młoda blogerka (Orzechowska Blog) napisała tekst (Wpis o Kociej Kawiarni) na temat kociej kawiarni w którym opisała swoje wrażenia z pobytu. Po publikacji została zaatakowana przez grupę nadwrażliwych weekendowych czytelników blogów , którzy zarzucali jej brak obiektywności . Warto jednak wiedzieć, że bloger nie jest dziennikarzem i wypowiada swoją (subiektywną ) opinię a jak każdy człowiek ma swoje poglądy i racje. Jedyną prawidłową wartością jest by nie kłamał. Bloger ma prawo do swoich odczuć i artykułowania ich w swoim prywatnym kawałku internetu jakim jest blog. Czujesz się oburzony? Masz prawo. Nie zgadzasz się z blogerem? Masz prawo. Chcesz tupać? Tup, ale to i tak nie zmieni opinii blogera ani nie wymusi zmiany jego zdania, bo jest on wolnym człowiekiem.

Jakie zagrożenia widzę w instytucji zwanej „cat cafe”:

  • Nadmiar ludzi

Koty z natury uwielbiają spokój, stałość i powtarzalność – rutynę. Ruch w kawiarni związany z popularnością lokalu w tym:

– stałe pojawianie się nowych osób,

– inny głos, inna tonacja,

– inna forma poruszania się, gestykulacja,

– mocne i intensywne zapachy – w tym perfumy i wody perfumowane, dezodoranty,

– hałas

wpłyną na psychikę kotów tam mieszkających.

W wypadku hałasu, szczególną uwagę należy zwrócić na krzyk dzieci dla których kot jest ciekawostką i zabawką swojego rodzaju. Całkiem małe dzieci nie mają wyczucia w dłoniach, zachowują się głośno i nie zawsze w sposób kontrolowany. A to jak wspomniałem wyżej nie wpływa na psychikę kota pozytywnie. Pamiętajmy, że jeśli dziecko ma mieć kontakt z kotem w kawiarni to tylko pod pełną kontrolą i nadzorem rodzica aktywnie uczestniczącego w kontakcie dziecka z kotem oraz pracownika kawiarni. Brak kontroli nad dzieckiem i jego nieobliczalne zachowanie wobec zwierząt mogą skutkować dość szybkimi problemami behawioralnymi kotów (strach, stres, wycofanie, agresja wobec otoczenia).

  • Nadmiar bodźców, związany z ilością ludzi

Bardzo mało znanym terminem wśród kociarzy jest nadmierna stymulacja kota. Występuje to wtedy, gdy bezmyślnie głaszczemy lub drażnimy się z kotem w domu dłonią. Kot traci cierpliwość i podgryza naszą rękę, czy też odpycha łapą dłoń. W ostateczności może się to skończyć syczeniem, warczeniem a nawet podrapaniem lub pogryzieniem. Człowiek wtedy najczęściej dziwi się co się stało i ma pretensje do zwierzęcia pomimo, że kot dawał znaki ostrzegawcze, które człowiek zlekceważył. Taki właśnie nadmiar bodźców związany z wieloma klientami kawiarni, dotykaniem przez (kilkudziesięciu lub nawet kilkuset) klientów , podchodzeniem i „niewinnym” głaskaniem kota może skutkować powyższą reakcją – zaznaczmy: nie z winy kota.

  • Zmieniony tryb aktywności z nocy na dzień

Kot w naturze przesypia dzień, najaktywniejszy jest z rana, wieczorem oraz w nocy Zmiana trybu aktywności przez dłuższy czas może skutkować nasilaniem się stresu, co prowadzi do chorób somatycznych i zaburzeń behawioralnych.Koty wystawione na długotrwałą aktywność dzienną – mimo drugiego pomieszczenia wydzielonego dla odpoczynku – dalej są na to narażone.

  • Brak możliwości zaspokojenia naturalnych kocich potrzeb i trybu łowieckiego

Kot przed każdym posiłkiem powinien mieć zapewnioną odpowiednia porcję ruchu, a następnie otrzymać porcję jedzenia (w naturze spożywa 17 do nawet 22 posiłków dziennie, część z nich to malutkie owady, więc rozsądnie jest podać mu w domu 4-6 małych porcji); kocia aktywność opiera się na równowadze pomiędzy polowaniem a regeneracją i cykl ten powtarza się codziennie.

  • Brak możliwości swobodnego przemieszczania się kota.

Kot wystawiony na „ludzką potrzebę kontaktu” ma małą możliwość zaspokojenia swojej potrzeby eksploracji terenu, gdyż stale natyka się na człowieka, który czegoś od niego chce (głaskanie, podnoszenie, tulenie);

  • Narażenie/wystawienie kota na potencjalne choroby przyniesione przez gości

Poziom stresu u kotów jest bezpośrednio związany z obniżeniem odporności. Zwierzęta przebywające w domu są również na to narażone, jednak ilość domowników jest ograniczona. Duża ilość gości przychodzących z zewnątrz, dramatycznie zwiększa możliwość przyniesienia różnego rodzaju zagrożeń w postaci pasożytów, infekcji bakteryjnych i grzybów. Nie mówiąc już o panleukopeni czyli kocim tyfusie, która przenosi się m.in. na butach.

 

Stres, a sprawa kocia.

U kotów możemy wydzielić dwa rodzaje stresu: krótkotrwały i długotrwały:

  • Stres krótkotrwały – występuje gdy sytuacja jest nagła np. zagrożenie. Organizm zwierzęcia „spina się” i reaguje szybko i intensywnie czego skutkiem jest często walka lub ucieczka. Po zniknięciu zagrożenia, organizm wraca do stanu rozprężenia. Sytuacje stresowe występują na co dzień i nie da się im zawsze przeciwdziałać.
  • Stres długotrwały – występuje, gdy bodziec występuje cyklicznie bodziec lub stale. Nie musi być tak silny jak w przypadku stresu krótkotrwałego, ale jest on występujący długo i przez to o wiele bardziej szkodliwy. Stres długotrwały występuje właśnie u kotów przebywających w instytucjach w rodzaju kociej kawiarni.

 

Choroby a stres / Stres a sytuacja kotów w kociej kawiarni.

Choroby/schorzenia na jakie kot przebywający przez dłuższy czas pod wpływem stresu jest narażony:

  • cukrzyca,
  • otyłość,
  • nadciśnienie,
  • niewydolność serca,
  • problemy z trawieniem (nieżyt żołądka bądź jelit, zaburzenia wchłaniania),
  • problemy alergiczne, zachowania zastępcze (wylizywanie, wygryzanie, rozdrapywanie),
  • problemy z układem moczowym (załatwianie poza kuwetą),
  • utrata apetytu, nadwrażliwość (w tym na bodźce zewnętrzne)
  • wycofanie a nawet depresja.

Koty to zwierzęta o bardzo ciekawej acz delikatnej psychice. Stąd też potrzeba spokoju, stałości i powtarzalności (rutyny życia) i jak najmniejszej ilości zmian w otoczeniu. Bardzo często, a mogę pokusić się nawet o stwierdzenie że największym źródłem stresu dla kotów są ludzie. Często ich opiekunowie. Pamiętajmy : Kot ukrywa chorobę czy stres bo w naturze okazanie słabości zmniejsza szanse na przeżycie. Jest to ich naturalny mechanizm obronny. Często więc człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy, że zwierzę jest zestresowane..

Ps. To że kot wystawia brzuch, czy kładzie się między ludźmi – nie oznacza ze oczekuje głaskania, przytulania, brania na ręce. Kocia potrzeba bliskości jest inna niż ludzka. Informacje na ten temat można uzyskać tutaj: http://kocie-porady.pl/koc-zach/kocia-potrzeba/

Kocia kawiarnia promuje adopcje / Sprawa adopcji z kociej kawiarni

Jak każdy świadomy kociarz wie, zachowanie kota w schronisku lub domu tymczasowym bardzo często odbiega od zachowania w domu docelowym po adopcji (inni ludzie, inne środowisko, nowe zapachy, inne zwierzę?). Kotami w Kociej kawiarni zajmują się wolontariusze, ale czy posiadają odpowiednią wiedzę na temat danego kota?* Nawet jeśli dojdzie do adopcji czy wolontariusze, pracownicy lub właściciel przeprowadzają wizytę przed i po adopcyjną? Co się stanie gdy jednak dom się rozmyśli i kot będzie musiał wrócić, a już kolejny jego miejsce zajmie? Co będzie gdy kot wróci z chorobą/obniżoną odpornością co jest związane ze stresem, zmianą otoczenia? Na te pytania brak odpowiedzi.

Mamy w Polsce fundacje i organizacje zajmujące się pomocą zwierzakom, mamy domy tymczasowe, możemy promować ich działalność. Można promować w kawiarni same adopcje i ich ideę – bez fizycznego wydawania zwierząt ludziom, kierując się jednocześnie dobrem kotów.

Chcemy mieć kocią kawiarnie? Super – chcesz to rób, ale rób to z głową. Koci rezydenci, z określonym przez behawiorystę charakterem, wprowadzani w odpowiedni sposób (socjalizacja z izolacją) i pod stałym nadzorem pracowników. Można promować działalność – można a nawet trzeba edukować. Ale nie róbmy tego na żywym organizmie, który z natury nie lubi eksperymentów.

*Ps. Od osoby która była w Kociej Kawiarni w Krakowie nie jeden raz otrzymałem informację, że wolontariusze często w czasie gdy dziecko/klient zbliża się do kotów siedzą z boku, coś piszą, surfują po fb zamiast zająć się nadzorem.
*Ps. 2 Dotarła do mnie także informacja z pewnego źródła (osoba była na owym spotkaniu) że wolontariusze odbywają obowiązkowe (tylko mnie boli dysonans, wolontariusz – obowiązek) spotkania, na którym ostatnio ludzie zostali poinformowani iż będą musieli podpisać umowę o nie wynoszeniu żadnych informacji o działalności lokalu i też zakaz wypowiadania się na jej temat publicznie.

 

Kilka drobnych komentarzy końcowych / Kilka faktów z Kociej Kawiarni z Krakowa:

  • Wolontariusze „opiekujący” się kotami zamiast pracowników, w prywatnym biznesie – przemilczę.
  • W wielu dyskusjach obrońcy kocich kawiarni wykazują czemu „narzekacze” nie zwrócili uwagi dziecku, rodzicom, wolontariuszom, pracownikom. Napiszę raz jeszcze wyraźnie: NADZÓR NAD KLIENTEM jest obowiązkiem pracownika lokalu; klient klientowi nie powinien zwracać uwagi, także klient nie powinien musieć upominać pracowników by WYKONYWALI swoje obowiązki; a jeśli nie jesteś pracownikiem tylko wolontariuszem i zadeklarowałeś się pomóc lokalowi to także masz ZASRANY obowiązek nadzorować jak wizytujący goście zachowują się wobec zwierząt.
  • W wielu dyskusjach mówi się że należy kociej kawiarni dać czas na poprawę, na zmianę zasad czy naprawę niedociągnięć. To jest uczenie się na żywym organizmie, na kotach, które żyją w tej kociej kawiarni. W takim wypadku nie ma z mojej strony zgody na „zabawy” z kocim zdrowiem, bo właściciel czy obsługa muszą się „nauczyć”. Trzeba było się uczyć wcześniej drodzy Państwo.
  • Koty są karmione suchą karmą (głównie, która jest wystawiona 24h) i dodatkiem mokrej karmy a zapewne też czasami kotu „spadnie ze stołu” ciacho, lub inne ludzkie jedzenie – w Krakowskiej Kawiarni, w połączeniu z dużym i długotrwałym poziomem stresu, skończy się najpewniej na problemach z kocim układem moczowym. Ciekawe ilu opiekunów zacznie zwracać takie „uszkodzone” koty – gdy owe adopcje ruszą.
  • Osoba, która była m.in. w moim imieniu w KK w Krakowie, usłyszała od Pani właścicielki Ewy iż „nie uważa, by kot głaskany przez 3 dzieci był męczony, bo jak będzie tak się czuł, to ucieknie” a dyskusje na fb nazwała „tyradą, przez którą jest poddenerwowana” (chodzi o dyskusję nt. dostępu dzieci do kotów). Kot, który jest otoczony dziećmi – nie ma jak i gdzie uciec. Prędzej czy później dojdzie w skutek tego do tragedii, a gdy kot nie będzie miał gdzie się wycofać (co jest naturalnym kocim zachowaniem) zaczną pojawiać się zachowania agresywne wobec otoczenia, czyli opiekunów, dzieci, innych kotów;

 

Podsumowanie:

 

Tak, tekst jest subiektywny i taki właśnie ma być :)

Tak, jestem nastawiony krytycznie do miejsc tego rodzaju i nigdy nie podpiszę się pod taką formą prowadzenia biznesu, w którym według mnie kot nie jest najważniejszy. Rozumiem, że ludzie w internecie mają potrzebę „sweet kociaków”, jednak ja patrzę przede wszystkim na dobrostan zwierząt, a nie na dobrostan właściciela biznesu czy ludzką potrzebę „nękania z miłości” kociaczków.

Dotyczy to biznesu ogólnie, przykłady z pierwszej Kociej Kawiarni z Krakowa są oparte na relacjach osób zaufanych, które były w tym miejscu, więc nie są wymyślone.

Chcesz „przytulać, nosić, głaskać” kotka? Kup sobie pluszowego, lub ew. kup pluszaka dziecku. :)

Mieszko Eichelberger wraz
Justyna Koziak – lekarz weterynarii,
Małgorzata Biegańska-Hendryk – behawiorysta zwierzęcy, www.kocibehawioryzm.pl
Dagmara Wójcik-Jędrzejewska – zoopsycholog,
Alicja Zagrodzka – zoopsycholog



Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi. Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.


  • XYZ

    Witam! Artykuł napisany całkiem, całkiem. Szkoda tylko, że nikt nie skupia się na pozytywach Kociej Kawiarni, a przecież ma ona sporo plusów, które chętnie wymienię, jeśli zajdzie taka potrzeba. Taka kawiarnia jest świetnym pomysłem, dlatego nie dziwię się, że jest ,,zalewana” falą nienawiści. Pewnie wiele osób jest zwyczajnie zazdrosna, że to nie był ich pomysł. Oczywiście nie twierdzę, że Kocia Kawiarnia ma same plusy i jest cudowna. Nie mam zamiaru wywyższać jej pod niebiosa, bo ma też minusy, które Pan opisał, ale uważam, że ma mocne strony, o których większość nie wspomina. Jestem zapaloną kociarą i zgadzam się, co do niektórych punktów, ale trzeba też pokazywać plusy tego przedsięwzięcia.
    Pozdrawiam
    XYZ

    • V

      YXZ, proszę Cię, wymień te plusy. Jestem ich szalenie ciekawa ;)

      • Kasia

        A jakie są plusy z akcji, kiedy zwierzęta ze schroniska przyprowadza się do galerii, żeby ludzie się z nimi zapoznali? Takie akcje też są organizowane i mają na celu znalezienie domu zwierzakowi. Wtedy też mnóstwo osób głaska i dotyka kota. Ja mam małe dziecko i nie prowadzę go teraz do tej kawiarni, tak samo nie decyduję się teraz na kota, bo wiem, że jest na to trochę za energiczne i za głośne. Myślę, że to, że ludzie mogą „zadręczyć” kota, nie jest główną intencją tego BIZNESU, a raczej skutkiem ubocznym, który należy zniwelować. Chociażby uświadamiając klientów, że z kotem trzeba ostrożnie, a nie od razu izolować i najlepiej jeszcze na te ludzkie bestie nawrzeszczeć, bo chcą pomóc, a G wiedzą i zaszkodzić tylko mogą i od razu im powiedzieć, żeby spadali na drzewo. Czasami odnoszę wrażenie, że obrońcy zwierząt zaczynają się zachowywać jak elita, która z góry i z odrazą patrzy na nieudolne próby pomocy nic nie wiedzącego plebsu. Przede wszystkim edukacja a nie odtrącenie w stylu „nic nie wiesz, zaszkodzisz, z Ciebie nic nie będzie”. Czytając regulamin tej kawiarni, z tego, co pamiętam, została zwrócona uwaga na to, żeby nie głaskać kota, jeśli tego nie chce i uszanować to, że kot „ma swoje ścieżki”. Pewne rzeczy, jak nadzorowanie zachowania klientów, trzeba zapewne dopracować. Nie jest to jednak CYRK, więc reakcja wydaje mi się przesadzona. Tak samo mogą ucierpieć zwierzęta stale zmieniające domy tymczasowe. Te na ulicy – bezdomne też się jakoś świetnie nie mają, a jednak po sterylizacji nie zawsze trafiają do domów, tylko wypuszcza się je w ich środowisku – głośnym, nieprzewidywalnym i przede wszystkim ZMIENNYM pod każdym względem. O sytuacjach, gdy kot trafia do nowego domu i z niego niejednokrotnie wraca, bo „sprawia problemy” nie wspomnę. Nie doszukiwałabym się tutaj spraw biznesowych, bo chodzi głównie o adopcję, a ja jako indywidualny klient sama chętnie poczytałabym książkę w obecności kota. Jest to tak samo relaksujące, jak siedzenie na trawniku i nie każdy przychodzi tam, żeby ganiać za kotem i przeszkadzać mu w jego codziennych sprawach.

    • Mawenka

      Przeczytałam ten tekst i nie widzę tutaj nawet minimalnych przejawów nienawiści. Opinia specjalistów i tyle. Mnie na przykład dziwi, że nazywa się Pani zapaloną kociarą i mimo znajomości minusów kawiarni wspomina Pani o plusach. Jakie one mają znaczenie w obliczu wystawiania kotów na stres? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie.

  • Ninareth

    Bardzo dobry tekst. Uwielbiam koty i uwielbiam dzieci, ale nigdy nie pozwalam żadnemu dziecku samopas podchodzić do moich kotów. Moim zdaniem Kocia Kawiarnia to mocno średni pomysł. Wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ktokolwiek z nas, kto posiada koty i troszczy się o ich dobrostan, zostawiłby swojego kota w takim miejscu chociażby na kilka dni.

  • Dzień dobry,
    Mieszkam w Krakowie. Powstanie KK jest tu bardzo naglaśniane, głównie jako oryginalna działalność. Nie byłam tam, z góry jestem sceptycznie nastawiona. Nie twierdzę, że nigdy sie tam nie pojawię, bo jednak odczuwam ciekawość, ale zapewne będzie to jednorazowa wizyta. Mam kota i małe dziecko (9 miesięcy). Widzę co pociecha próbuje robić z pupilem i wiem, że wyczucia jeszcze jej brakuje, dlatego też nigdy nie pozwalam na łapanie, „głaskanie” itp. Jak pojawiają się u nas dzieci w wiekszej ilosci kot od razu szuka miejsca do ukrycia. Nie wiem zatem co czują koty w takiej KK. Dodam też, że zauważyłam iż wielu rodziców sądzi, że zwierzęta to zabawki. Dla przykładu: koleżanka przyszła do nas z 3 letnim dzieckiem, ktore na widok kota zaczęło biegać, tupać i straszyć kota. I co? Mama się cieszyła ze wspaniałej zabawy. Musiałam interweniować. Z mojego doświadczenia 2/10 rodziców zwraca uwagę na podejście do zwierząt. To jest dobijające, bo rosną mali znieczuleni ludzie. Uff musiałam to z siebie wyrzucić; )

    • Justyna

      Również uczę swoich dzieci, że koty to nie zabawki. Jeśli sam przyjdzie mogą głaskać,gdy ucieknie mają zostawić go w spokoju. Ta kocia kawiarnia to fajna sprawa pod warunkiem dania możliwości kotom na ucieczkę i schowanie się gdy nie chcą pieszczot.

  • Klaudia

    Nie wiem jak jest w innych kawiarniach, ale np wKrakowskiej Kociej Kawiarni koty mają osobne swoje pomieszczenie i jest tam widoczny regulkamin, czuwają wolontariusze, by koty mogły same wybierać gdzie są, z kim się bawią i czy w ogóle wyjdą do ludzi. Może być i tak, że przez kilka godzin wszystkie koty są w swoim pokoju gdzie ludzie nie mają wstępu i taka wola kota- trudno. Zazwyczaj jednak z chęcią przychodzą, włażą na kolana. Twój artykuł jets bardzo dobry, ale jednak w praktyce wygląda to nieco inaczej. W kawiarni faktycznie jest regulamin, rządzą tam koty i tak naprawdę goście są na drugim planie. Wszystko jest pod to by kotom było najlepiej, czuwają wolontariusze i pracownicy fundacji, nic tam nie jest w przypadku- to nie jest jak mieszkanie z kotami gdzie wchodzą ludzie ale wszystko jest dobrze przemyślane. Nie spotkałam się by wolontariusz miał gdzieś zachowanie klienta. Jeśli kotu coś nie odpowiada- wychodzi i nie wraca. A jeśli wraca i włazi na kolana głośno mrucząc to chyba nie znaczy, że mu źle…

  • atraM

    XYZ nikt nie skupia się na pozytywach? A czytałaś artykuły prasowe czy materiały telewizyjne? Tam były same plusy, a teraz osoby przejęte kocim dobrostanem próbują to „posprzątać” pokazując te negatywne strony, które przez wszystkich innych zostały olane. Świetny pomysł? Z której strony? Na pewno nie kociej. A mówienie o zazdrości jest żenujące, to argument to wszystkiego niezależnie kto i co powie/napisze.

  • Magdalena

    Świetny artykuł. Mam dwa koty w domu i wiem co czują jak większa licz osób w domu. Ja nie widz rradnych plusów takich miejsc. To jest areszt dla kota…. Moje koty pochodzą z ulicy, przygarnęłam je bo błąkały samotne. Widzę, że mają inne zachowanie od kotów, które od pokoleń w domu wychowywane. Kot jest zapalonym łowcą i co rusz mam przynoszone zabite żyjątka od much po ptaki. U znajomych nie zauważyłam aby koty były aż tak aktywne.

  • Aga

    A ja się pytam dlaczego w takich instytucjach rodzice mieliby być zwolnieni z pilnowania dzieci?! To jest ich zasrany obowiązek! Reagować jak widzą, ze dziecko męczy kota. Pracownik i wolontariusz kawiarni mają oczywiscie obowiązek dopilnowania, by zwierzęciu nie groziło nic ze strony dziecka. Ale z prwnością nie przemowią dziecku do rozumu tak, jakby to zrobił rodzic. Nie wspomnę o oburzeniu mądrej mamusi czy tatusia, bo ktoś dziecku uwagę zwrócil… Powinien być regulam dla wizyt w kociej kawiarnii, a w nim Obowiązek Pilnowania Dzieci przez Rodziców pod rygorem wyproszenia z lokalu.

    • Mieszko Eichelberger

      Mają niby regulamin. Niestety, z relacji osób które w lokalu przebywały wolontariusze często są bardziej zainteresowani fb niż faktycznym zajmowaniem się/nadzorem nad bezpieczeństwem kotów.

  • Zmora

    A ja dziś byłam i wróciłam z niesmakiem. Wcześniej moje uczucia co do tego miejsca były bardzo mieszane, no i niestety mój czarny scenariusz się chyba potwierdził. Miało to być z założenia miejsce tymczasowe dla kotów, szybki przystanek na drodze do nowego domu. Niestety jak twierdzą pracownicy (wolontariusze- też ten fakt przemilczę…) nie można aktualnie adoptować kota. Być może będzie to możliwe uwaga na przełomie września i października. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie ma omów adopcyjnych, nie ma procedur bo „to wszystko długo trwa”, „to dopiero początki”. Ech wolontariusze zamiast podawać kawę powinni śmigać po mieście i trzaskać wizyty przed adopcyjne, skoro chęci mają do działania. Sama nie wiem co o tym myśleć, czy jednak chodzi tylko o kasę?…

    • Alicja Zagrodzka

      Skoro otwiera się takie miejsca i myśli się o dobrostanie zwierząt tam przebywających to najpierw powinno się stworzyć procedury. W przeciwnym wypadku niestety chodzi o kasę. „Być może adopcja będzie możliwa na przełomie września /października” – być może czyli nie na pewno, a może to będzie w grudniu lub później lub w ogóle. A co w tym czasie ze zwierzętami? Smutne.

  • Wiewióra

    Taką partyzantkę to można sobie uprawiać w zwykłej kawiarni a nie ćwiczyć na żywych kotach. Brak tego, brak tamtego, „wolontariat pracowniczy” czyli zwykły wyzysk pod płaszczykiem pomocy kotom, kotów nie wydają, bo może nie mają skąd wziąć kolejnych, zdaje się, że jakoś żadna fundacja nie kwapi się do współpracy z nimi. Dlaczego? A poza tym co to za kocia fundacja przy kawiarni, która nie ma pojęcia jak wyadoptować koty? Może najpierw trzeba się douczyć a dopiero potem za coś zabierać? A może stworzona tylko po to aby można było wmówić PIPowi, że wolontariusze to w fundacji i tylko przypadkiem nieśli kawę albo nieśli ją dla siebie?

  • ONILOM

    Drogi Panie Mieszko,

    Subiektywny artykuł bardzo ciekawy.
    Jedno tylko mnie tylko zastanawiam, czy był Pan w „Kociej Kawiarni” chociaż raz?
    Ja nie byłam, więc nie będę się wypowiadać.
    Z Pańskich wypowiedzi, wnioskuję, że sugeruje się Pan wypowiedziami „osób zaufanych”.
    Jeśli gościł Pan w KK, to jak dla mnie jest ok, lecz jeśli Pana tam nie było, to kwestia subiektywnego artykułu na podstawie ocen/opinii innych osób pozostaje dla mnie kwestią dyskusyjną..

    Pozdrawiam serdecznie,
    Onilom

    • Mieszko Eichelberger

      Onilom, zadajesz pytanie na które odpowiedź jest w artykule. Opinia jest o kocich kawiarniach ogólnie. I tak, tekst jest subiektywny. Nie jestem dziennikarzem (zresztą oni także nie są obiektywni, chociaż podobno powinni być) a blogerem który wyraża swoje zdanie na dany temat. Dla mnie nie ma tu nic do dyskusji, artykuł ma dokładnie taką treść jaka miał mieć. A to że czytelnik napisał by go inaczej? Luzik, każdy może założyć bloga i napisać własne zdanie :)

      Nie trzeba wkładać ręki w ogień by wiedzieć że jak ją włożymy to zostaniemy poparzeni. Nie miałem zamiaru pojawiać się w tamtym miejscu, ale chyba będę zmuszony, oczywiście nie sam i w włączoną kamerą oraz co ważniejsze, bez zapowiedzi :)

  • Ania

    Takie miejsca nie powinny w ogóle powstawać. Ani to dobre miejsce dla kotów, ani dla ludzi. Jeśli koty są w przestrzeni kawiarnianej to jak zachowywana jest podstawowa higiena? Wszędzie kocia sierść, bakterie itd. Co na to Sanepid?
    A i dla kotów to złe miejsce. Niewiele z nich lubi, żeby ludzi było dużo i do tego często zmieniających się (z resztą, kto to lubi?). Ktoś, kto chce adoptować kota nie pójdzie do kawiarni, tylko do schroniska.
    Pewnie niestety rodzice chętnie idą tam z dziećmi, żeby mieć je z głowy, nie troszcząc się o to jak ich pociecha zachowuje się w stosunku do zwierząt.

    Może jeszcze psia kawiarnia – są inaczej ustosunkowane do ludzi, chociaż też pewnie częste zmiany byłyby stresujące, ale kocia na pewno nie.

  • Luk

    Cześć Mieszko, bardzo dobry subiektywny tekst.
    Twój komentarz na FP Kociarni był dla mnie inspiracją do napisania artykułu o prowadzeniu „kociej kawiarni”. Od strony biznesowej, bo na kotach się nie znam :)

    @Ania
    Przepisy Sanepidu nie zabraniają wprowadzania zwierząt do restauracji i kawiarni. Co nie znaczy, że przepisy się nie zmienią. Pamiętajmy, że Kocia jest pierwszą tego typu kawiarnią w Polsce.

  • Pingback: Wywiad z właścicielką Kociarni | orzechowska()

  • Obecnie przebywam w Japonii, miejscu, gdzie jest najwięcej kocich kawiarni.
    Tylko, że tutaj obcowanie z kotami jest zupełnie inne…
    Czytam o tej polskiej kociej kawiarni i nie mogę, po prostu nie mogę.
    To nie tak powinno wyglądać.

    Tutaj relacja mojej znajomej z jej wizyty w kawiarni w Tokio: http://bzioo.blogspot.jp/2015/01/nyaaan.html
    Oraz artykuł naukowy na ten temat: http://www.tandfonline.com/doi/pdf/10.1080/10371397.2014.928183

    Ciekawa jestem Twojej opinii na temat tych dwóch linków.

  • Moja relacja to raczej foto-relacja :) więc wymaga uzupełnienia. Oczywiście, zdarzają się w Japonii miejsca, gdzie koty są zaniedbane. Niektórzy po porostu tanim kosztem chcieli zyskać na popularności kocich kawiarenek.
    Jednak to miejsce, które opisałam w poście- i które odwiedziłam niedawno po raz kolejny- jest przygotowane i prowadzone w naprawdę profesjonalny sposób.
    Lokal jest obszerny, pełen kocich drapaków, legowisk, półeczek, pudełek i kocyków. Światła są przygaszone. Odgłosy z zewnątrz-wytłumione. Liczba gości jest limitowana. Dzieci nie mają wstępu. Przy wejściu obsługa tłumaczy zasady zachowania. Obowiązkowa jest dezynfekcja rąk. Wszędzie wiszą też przypomnienia o manierach, obrazki pokazujące, jak kota głaskać czy jak się z nim bawić. Z żywności dla ludzi są dostępne tylko napoje. Koty mają określone pory karmienia i dostają zróżnicowaną karmę. Można też kupić specjalne przysmaki i nakarmić zwierzaczki. Panie z obsługi są zawsze czujne, obserwują zarówno gości, jak i koty. Łagodzą konflikty w razie bójki futrzaczków, głaszczą je, rozmawiają z nimi. Gdy jakiś kot jest zmęczony czy zbyt podenerwowany nadmiernym (jak dla niego) hałasem, jest odprowadzany do swojego kojca lub do osobnego pokoju, niedostępnego dla klientów. Z moich obserwacji wynika, że koci rezydenci byli przyzwyczajeni do ludzi. Zresztą, w większości Japońscy klienci ładnie się do nich odnosili, szanowali kocie decyzje, niczego nie wymuszali.
    Może to nie tylko kwestia przygotowania właścicieli i obsługi, ale także zachowanie klientów sprawia, że tutejsze koty wydają się być szczęśliwe :)

  • littlehamsterstudio

    U nas w Koszalinie jest kawiarnia ,,Lalka”. Lecz nikt nie bawi się tam lalkami. Siedzą one na półkach i są tylko do podziwiania.
    Uważam ,,kocią kawiarnię,, za lokal bardzo nie na miejscu. A gdyby tak pobawić się ludźmi? Co oni na to. Wchodzi taki Ot do kawiarni i z miejsca mówi do człowieka: pobaw się ze mną, nie idź tam, dlaczego nie dajesz się pogłaskać? Mogę załżyć się że koty tam najszczęśliwsze są, gdy na drzwiach lokalu pojawia się napis ,,ZAMKNIĘTE”

  • Świetny tekst!
    Magiczne słowo – empatia. Jak trudno jest spojrzeć na kota jako osobowość i podmiot … Ten wpis przywraca relacji człowiek-kot właściwe proporcje :)

  • Basia

    Tekst rzeczowy i konkretny, jednak zupełnie bezużyteczny.
    Zamiast pisać lepiej zaproponować współpracę kawiarni jeśli naprawdę zależy Panu na tych kotach.
    Emocjonalne podejście do zachowania wolontariuszy nie ma sensu – i tak tego nie przeczytają.
    Komentarz o kupnie pluszaków jest śmieszny. Człowiek (w tym dziecko przede wszystkim) potrzebuje kontaktu z żywym stworzeniem, a nie zabawką, inaczej nie nauczy się właściwego obchodzenia. Niestety, ale nie ma innej możliwości niż nauka na żywych przypadkach, Pan się nie uczy życia w społeczeństwie na własnych błędach? Czy może poradzi pan aby uczyć się kontaktów międzyludzkich z lalkami lub cleverbotem?

Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: