Socjalizacja kotów – jak sprawić by się dogadały

Jak przeprowadzić poprawnie socjalizację?

Nawiązując do wczorajszego wpisu: http://kocie-porady.pl/kocie-zachowanie/kot-zalatwia-sie-kuweta/ warto przeczytać :)

1) Izolacja w innym pomieszczeniu (brak kontaktu kotów ze sobą). Bardzo ważne i chcemy to silnie podkreślić, izolacja kotów jest bardzo potrzebna. Brak socjalizacji może, ale nie musi wpłynąć na późniejsze zachowanie i problemy behawioralne (stres może wyjść nawet po paru miesiącach, i dać objawy w formie agresji lub w postaci choroby).

Nocka & Sue

Nocka & Sue

2) Kot w izolacji powinien mieć zabawki, kuwetę, miski z wodą i karmę (brak kontaktu z kotem/-ani rezydentami). Najlepiej kuweta w jednym rogu, miska z wodą w drugim, miska z karmą w trzecim rogu, miejsce do spania w czwartym rogu. Nie zaszkodzi cicho włączone radio, ze spokojną muzyką (jako wsparcie socjalizacji). Pierwsze wprowadzenie do pomieszczenia, wkładamy kota w transporterze, transport do domu docelowego by, zminimalizować stres winien odbywać się z zasłoniętym widokiem. Transporter po wstawieniu pozostawiamy zasłonięty, dajemy kotu troszkę się osłuchać z otoczeniem, po krótkiej chwili wypuszczamy i uchylamy drzwiczki, ale nie wyciągamy kota siłą. Dajemy mu możliwość wyjścia samemu, nie przyspieszamy. Jeśli jest taka możliwość, zabieramy z domu gdzie kot przebywał-kocyk bądź materiał, który jest przesiąknięty zapachem dotychczasowego miejsca pobytu, by miał swój znajomy zapach. Zabieramy także z wcześniejszego domu, używany przez kota żwirek (z kuwety) i wysypujemy do kuwety, wraz ze świeżym, także jako wsparcie zapachowe.

3) Równa zabawa z kotami, nie okazujemy jednemu mniej, drugiemu więcej uwagi, oba traktujemy tak samo. Codzienna i regularna zabawa jest wysoce wskazana.

4) Po kilku dniach uchylamy lekko drzwi, tak żeby koty mogły się zobaczyć, ale nie mogły wsadzić łapek w szparę. Koc czy materiały, które ma nowy kot do spania, wynosimy na mieszkanie, a koc rezydenta przenosimy do pomieszczenia, gdzie znajduje się nowy towarzysz, następuje wymiana zapachów.

koty3

Od lewej: Liliana, Sue i Czarek

5) Po kilku kolejnych dniach uchylamy drzwi bardziej, kot dalej nie powinien móc zmieścić głowy, ale łapka już może być. Regularnie głaszczemy rezydenta i nowego kota, wymieniamy zapachy z kota na kota (kocie feromony umiejscowione są na pyszczku, łapkach i karku), najprościej głaszcząc kota po pyszczku przenosić zapach z kota na kota i w różne miejsca mieszkania.

6) Obserwujemy koty, jeśli nie ma warczenia (działamy z otwieraniem drzwi), jeśli jest warczenie, stopujemy i trzymamy nowego kota w drugim pomieszczeniu dłużej. Nie zwracamy uwagę na miauki i dobijanie się kota do wyjścia, miękkie serce nie jest wskazane. Socjalizacja musi być przeprowadzona wraz z izolacją. Nie przyspieszamy wypuszczania kota na mieszkanie, jeśli rezydent strachem, warczeniem i syczeniem reaguje przy uchylonych drzwiach.

7) Gdy koty tolerują się, leżą przy drzwiach, obserwują się, można zrobić kontrolowane wyjście, zabawy przy dziurze w drzwiach piórkami, pamiętamy o regularnej zabawie.

8) Wynosimy czasem nowego kotu do pojedynczych pomieszczeń, zamykamy drzwi (nie wpuszczamy rezydenta) i dajemy się przejść nowemu, zostawić zapachy. Po rozpoznaniu terenu zamykamy go z powrotem w miejsce izolacji, a rezydenta wpuszczamy na swój teren i tak stopniowo, pomieszczenie po pomieszczeniu.

Pytania:

Ile powinna trwać izolacja kotów od siebie, ile trwa socjalizacja?

Może ona trwać kilka dni a czasem nawet kilka tygodni. Podstawowym błędem opiekunów jest zbyt szybkie działanie, przyspieszanie kontaktów kotów ze sobą. To, że kot zaczyna drapać, w drzwi nie jest powodem, by kota wypuścić. Wiadome jest, że kot próbuje wyjść i będzie próbował. Dla bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego kotów należy im pomóc i właśnie dzięki izolacji wraz z socjalizacją pomagamy.

Tak, zdarza się, że koty dogadują się od początku bez problemu. Bywają jednak sytuacje, gdzie na początku koty przyjęły się idealnie — ale po kilku tygodniach nowy kot nabrał pewności siebie i zaczyna męczyć rezydenta. Bywają domy i sytuacje, gdzie koty łapią natychmiast kontakt i nie ma już potem problemu. Warto jednak brać poprawkę, że to, co się gdzie indziej udało, nie musi się zawsze u nas sprawdzić. Lepiej zapobiegać niż później leczyć głębszy problem.

A jak u Was przebiegła socjalizacja kotów? Napiszcie w komentarzach. Podzielcie się swoją historią.

Podzieli się tym wpisem ze znajomymi, szczególnie z takimi, którzy właśnie przygarnęli zwierzaka, lub planują przygarnąć.


Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi. Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.


  • iseut

    U mnie było trochę ciężko z izolacją gdyż nie mamy wolnych pomieszczeń, żeby oddzielać koty poświęcając im tyle samo uwagi. Mieliśmy młodą 4 miesięczną kotkę, gdy przyprowadziliśmy do domu 2 miesięcznego kocurka. Ona mieszkała z nami w pokoju, który wynajmujemy, a w pokoju obok akurat nie było współlokatora przez parę dni, więc skorzystaliśmy z jego pokoju. Kocurek mieszkał tam w sumie sam biedny 2 dni, odwiedzaliśmy go co chwilę i bawiliśmy się z nim, ale i tak trochę mi było przykro, że jest sam. Kotka jak tylko go zobaczyła pierwszy raz w życiu zaczęła syczeć i warczeć, a następnie uciekła na najwyższe kondygnacje obserwując przybysza. Mały był bardzo odważny i bez problemu przyjmował nowe otoczenie, spacerował i obwąchiwał cały pokój, a jak zobaczył kuwetę (krytą, ta w jego pokoju była otwarta), wszedł sobie i skorzystał. Bo kilku godzinach nieustannego powarkiwania i obserwacji kotka zdecydowała się podejść i również obwąchać przybysza, ale podchodziła na raty, a jak już zbliżyła się na wyciągnięcie łapy capnęła go po łebku. Kociaki trochę się biły, trochę uciekały od siebie, a po kilku dniach przerodziło się to w zabawę, w sumie od momentu przygarnięcia drugiego kociaka, do momentu ich pierwszych wspólnych posiadówek mięło dokładnie 6 dni. Potem koty były nierozłączne, razem spały, wylizywały sobie łebki i uszka, a od czasu do czasu bawiły się walcząc. Jednak popsuło się trochę po kastracji i sterylizacji obu kotów, najpierw kocurek w wieku 8 miesięcy został pozbawiony jąderek, a po kilku miesiącach kotka została pozbawiona macicy, trochę to zmieniło, bo ona zaczęła na niego syczeć i już z nim nie leży razem, a czasem podbiega i uderza go łapką w łebek i ucieka nie chcąc dalej się bawić, za to do nas przychodzi dużo częściej, mruczy i się przytula, czego nie robiła zbyt często przed sterylizacją. Nie wiem czy to ma związek z nieprawidłowym przeprowadzeniem socjalizacji czy z pozbawieniem ich pewnych narządów, ale ona jest trochę nieprzyjemna względem niego, natomiast on nic sobie z tego nie robi, praktycznie ją ignoruje. Chociaż gdy mają wspólny cel, np zdobycie jedzenia to nagle są w jednej drużynie i współpracują, minęło kilka miesięcy od sterylizacji i zastanawiam się czy sytuacja jeszcze się zmieni. Mam nadzieję, że tak.

  • Asia

    Moja kotka Lola, która była początkowo tymczasem, zamieszkała z nami we wrześniu 2013, miała wtedy 4 miesiące. W kawalerce mieszkała już Amelka, a Lolę wzięłam by znaleźć jej dom. Spała w dużej klatce, która nakryta była kocem. Straszny był z niej dzikusek i tylko tam czuła się bezpiecznie. W związku z tym, że była bardzo zarobaczona, dziewczyny nie korzystały z jednej kuwety, widziały się tylko, gdy Ami podchodziła do Loli klatki. Z czasem zaczęłam ją trochę wypuszczać pod moim nadzorem, gdy zaczęła mi bardziej ufać, noce jednak długo spędzała jeszcze w klatce. Męczyły ją przewlekłe biegunki i wszędzie, gdzie poszła zostawiała po dobie „ślady”, stąd musiała być w nocy zamykana… :( Ami od początku za Lolą nie przepadała. Na początku owszem, była ciekawa – wąchała ją i podchodziła. Później, gdy okazało się, że Lola wchodzi na jej teren, już nie przebywa tylko w klatce, zaczęła ją nawet atakować. Lola była moim tymczasem 4 miesiące. Byli chętni by ją adoptować, ale ja chciałam ją wyleczyć, a dopiero później oddać. Prawda jest też taka, że w sumie nie pojawił się nikt sensowny… No i zakochałam się :) Jako mnie jedynej, co zostało zresztą do dzisiaj, ufa i słucha się. A z Amcią? Ich relacje poprawiły się znacznie od tamtego czasu, ale nie jest to miłość. Dziewczyny potrafią się razem bawić, ganiać czy zaczepiać, często to nawet inicjatywa Ami. Ale nie śpią ze sobą, nie liżą się i nie przyjaźnią. Raz zdarzyło się faktycznie, że Ami wylizała Loli głowę, ale to wyjątkowe święto ;) Teraz się tolerują, już chyba lepiej nie będzie, ale i tak się cieszę, bo widzę po Ami, że nie „cierpi” już z powodu dokocenia. Wcześniej była smutna, dużo spała, nie przychodziła do mnie poprzytulać się, jak dotychczas. W międzyczasie zmieniliśmy mieszkanie na większe i to też dużo pomogło w relacjach dziewczyn – nowe terytorium, każdy może zająć coś dla siebie ;)

    Fajnie jest mieć dwa koty :)

  • V

    Witam. Mieszkam w domku jednorodzinnym z wyjściem na dość spory ogród. Ogólnie w całym domu mamy cztery kotki (przygarniane w różnych odstępach czasowych, oraz w rożnym wieku. Dwie są moje własne, jedna rodziców, a jedna babci. Wszystkie cztery kotki są wychodzące i wracające na zawołanie (gwizdanie ;) ). Mam jednak ze swoimi problem – nie jest to coś co nie pozwala mi żyć, bo i częstotliwość tych zachowań jest rzadka – ale jest. Chodzi o znakowanie terenu, i jak wiadomo kotki w taki sam sposób jak kocury, mimo sterylizacji (moje są oczywiście wysterylizowane), znakują teren obsikiwaniem, co jest dla mnie dość uporczywe. Jestem osobą raczej mająca jakieś tam doświadczenie ze zwierzętami, ale tego wyplenić nie potrafię. Kotki nie „kochają” się jakoś nadmiernie, ale współżyją we wspólnym mieszkaniowaniu, śpią obok siebie, jedzą razem – żyją razem, bez większych spięć, ewentualnie na takiej zasadzie że czasami jedna nie chce się bawić, a druga ma na to ochotę, wiec tamta dostanie po łbie, w takich sytuacjach staram sie interweniować jakimś tam niewielkim syknięciem bądź krótszym dźwiękiem (np. klaśniecie w ręce) – wiadomo, chodzi o bodziec odwracający uwagę, ale nie zawsze to robię bo spięcia nie są groźne. Podsumowując koty mają dobrze, nie są zestresowane niczym, są miziane i kochane, i to sikanie tylko spędza mi czasami sen z powiek, bo na prawdę przyczyn i rozwiązań wielu już szukałam (nawet zdarzyły się na czas przebywania w domu tej kotki (na noc), że założyłam jej takie odpowiednio przerobione majciochy dla małych suczek na czas cieczki – zaznaczę że kotka w domu się nie załatwia (kuwete mają w razie Wu ;) )), jednak i po jakimś czasie gatki przestały jej przeszkadzać i dalej próbowała znaczyć, z taką różnicą, że wydzielina zatrzymywała się na wkładce majtek. Zastanawiam się czy po prostu nie jest ona kotem mocno zaborczym i terytorialnym i póki będą inne koty w domu, to ona będzie dopuszczać sie tego procederu. Mam też lekką nadzieję że może miał by Pan dla mnie jakąś radę, bo jestem otwarta na wszelką pomoc. :) Pozdrawiam serdecznie.

  • Marta Juszczak

    Witam,
    Mam 7 letnia kotkę wziętą ze schroniska 2 lata temu, w najbliższej przyszłości chcemy również zaadoptować drugiego kota, niestety mieszkamy w kawalerce, czy istnieją jaieś sposoby socjalizacji przy tak małej ilości pomieszczeń(łazienka, kuchia, duży pokój)?

Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: