RASIZM KOCI

Temat, który w niedawnym czasie przyciągnął moją uwagę, to kot rasowy
a napiętnowanie w środowisku kociarzy. Byłam ostatnio świadkiem dyskusji, gdzie młoda pewna siebie osoba poprosiła o dyskrecję, gdyż chciała zakupić rasowego kotka a nie chciała w środowisku kociarzy uchodzić za tą, która kupuje a nie adoptuje. Zresztą sama uległam presji na bycie tzw. bardziej cool kociarzem, gdyż w poszukiwaniu pewnego rasowego kota do adopcji dla znajomej, już na początku dyskusji wspomniałam o posiadaniu czterech dachówek zgarniętych z ekosystemu. Zresztą już wtedy pojawiły się komentarze typu:

„Chcesz kota na ozdobę czy do kochania? Bo jak do kochania to co za różnica czy to brytyjczyk czy inny jagular?”

No właśnie do kochania dobry jest każdy kot zarówno „rasowy europejski z domu dachowiec” jak i Bengalski czy Neva Masquarade.

NIUNIO I FELUTA

 

(Niunio i Feluta)

Nie istotne przecież jest to, czy to kocia piękność czy kot z uciętym ogonkiem, ważna jest opieka nad kotem, zapewnienie mu bezpieczeństwa oraz najlepszych warunków, na jakie nas stać

(a zapewniam, że nad posiadaniem kota trzeba się poważnie zastanowić, bo koszty utrzymania w dobrym zdrowiu lub leczenia są naprawdę wysokie. Z własnego doświadczenia powiem, że nie lecząc chorej trójki wybrałabym się z partnerem na Machu Picchu a koleżanka pewnie dookoła świata).

A czy miłość do kotów jest mniejsza, bo posiadam Norweskiego Leśnego czy tylko zwyczajnie, chcę patrzeć na jego pędzelki na łapkach i długą sierść czy może lubię okrągłe pyszczki
i pomarańczowe wielkie oczka Brytyjczyków. Miłość jest ta sama tylko poczucie estetyki inne.

I nie tylko o piękno tu chodzi, (choć to pojęcie w stosunku do kotów jest szczególnie względne) są rasy, które posiadają konkretne cechy charakteru niezbędne choćby przy felinoterapii, do której wykorzystywane są koty spełniające określone wymagania tj.: chcą nawiązywać kontakt z człowiekiem, chętnie się bawią, akceptują zmianę otoczenia, podczas zabawy nie wyciągają pazurków. Do takich zajęć predysponowane są koty pochodzące z ras: Ragdoll, Pers, Norweski Leśny, Maine Coon. (Zaczerpnięte z http://www.centrumzooterapii.pl/zooterapia,Koty-i-felinoterapia.html).

Za kotami rasowymi przemawia też fakt, że są rasy, które mniej uczulają, nie chodzi o to, że nie uczulają wcale tylko właśnie, że są hipoalergiczne. Najważniejszym kocim alergenem jest białko Fel d I. Jest ono produkowane przez gruczoły ślinowe i łojowe zawarte w skórze, w trakcie lizania przenoszone są wraz ze śliną na sierść i naskórek, w którym białko to jest magazynowane. Samce kotów mają w skórze więcej gruczołów łojowych, a więc są bardziej alergizujące niż samice. Stwierdzono także istotne różnice w produkcji łoju i białka Fel d I
u różnych ras kotów. Do ras tzw. „przyjaznych alergikom” należą, Devon Rex, Syberyjskie, Abisyńskie, Balijskie, Syjamskie, Orientalne czy Sfinksy.

 

PAN PROTON

(Pan Proton -Norweski Leśny)

W rozmowie z posiadaczką kota rasowego Panią Iwoną  usłyszałam jedno piękne zdanie:

„ Nie dzielę kotów na rasowe i dachowce, tak samo jak lubię pieski i dla mnie fajne są
i wielorasowce i rasowe. Koty rasowe to jak inne zwierzęta, w tym te gatunki zagrożone”.

Pani Iwona w posiadanie swojego kota weszła od koleżanki, która miała problemy zdrowotne, uczuleniowe i płucne. A powód:

„wzięłam go, bo jest kochany przytulak i nie miało znaczenia, czy kot rasowy, czy nie”.

Pani Natasza opiekunka dwóch kotów Dachowca Niunia oraz Feluty Rosyjskiej Niebieskiej, której akcje wspomagające choćby Koterię obiegały cały Kotbuk, zapytana o różnice w relacjach ze swoimi kotami powiedziała:

„Koty rosyjskie niebieskie od lat były moją fascynacją a posiadanie jednego z nich w domu spełnieniem moich marzeń. Mieszkam, zatem z kotem rasowym i adoptowaną dachówką. Różnią się wszystkim i jednocześnie niczym. Kocham ich oboje tak samo i nie wyobrażam sobie życia bez któregokolwiek z nich.

Przez kilka lat mieszkając z kotem rasowym, aczkolwiek nie sądzę, by rasowość miała w tym momencie znaczenie, nabyłam coś, co nazwałabym pro-kocią wrażliwością, a tę wrażliwość przekładam teraz na inne obszary, innymi słowy: pokochałam koty, nawiązałam szereg znajomości z kociarzami i to bez względu, czy mowa o kotach rasowych, czy nie”.

Zapytana natomiast o to czy w związku z posiadaniem kota rasowego spotkały ją kiedykolwiek jakieś nieprzyjemności, czy może fakt, że adoptowała Niunia jakoś wpłynął na relacje z kociarzami napisała:

„Nie przypominam sobie, żeby spotkała mnie kiedykolwiek jakaś przykrość wynikająca z faktu, że jestem właścicielem (lub, bardziej adekwatnie: własnością) kota rasowego. Może, dlatego, ze dużo i często pomagam pro kocim fundacjom i utarło się, ze po prostu lubię koty
i bez znaczenia jest fakt, czy to kot rasowy, czy nie. Niemniej fascynacja kotami rosyjskimi jest u mnie bardzo wyraźna, tak jak i fascynacja kotami powszechnie nazywanymi „dachówkami””.

 

Pani Natasza, opowiedziała mi również mocno kontrowersyjną historię, gdzie fundacja odmówiła adopcji kota ”pięknej kobiecie, mamie 4 dzieci i 2 rusków, z pięknym domem i wspaniałym mężem a przede wszystkim z ogromem miłości do zwierząt, bo wg wytycznych są patologią”. Osoba ta czeka obecnie na adopcję dachowca powypadkowego, wymagającego długiej opieki i leczenia od innej organizacji.

W rozmowie z Kocim Domem Tymczasowym pragnącym zachować anonimowość usłyszałam natomiast:

„Większość fundacji nie toleruje hodowli i właścicieli kotów rasowych. Z tego również powodu sama nie obnoszę się na profilu z posiadaniem rodowodowego rasowca. Wiele osób ratujących zwierzęta oskarża właścicieli kotów rasowych o potęgowanie problemu bezdomności.”

Ale czy na pewno go potęgują? Koty rasowe żyją i żyć będą a całej populacji kociej nie uda się uratować, dlaczego więc nie posiadać kota rasowego, jeżeli takiego pragniemy, dlaczego koniecznie trzeba adoptować aby nie posiadać łatki tego „gorszego sortu kociarza”?

Pani Ania posiadaczka trzech kotów zapytana o to jak weszła w ich posiadanie, odpowiedziała:

„Mój mąż pochodzi z rodziny, która uważa, że zwierzęta tylko na dworze. Jak go przekonałam abyśmy mieli kota, to on mi na urodziny kupił ruska. Dostał takiego fioła na jego punkcie, że tydzień później pojechał kupić jeszcze jego brata. A teraz to po prostu pomagamy w miarę możliwości różnym kotom. Dusia ( dachowiec) u nas została, bo ona miała problemy różne a potem nie sposób było jej oddać nikomu. Ale moje ruski nie bardzo dogadują się z nią. Wszystkie trzy kochamy równo”.

Czy w pogoni za byciem bardziej prokocim nie utraciliśmy czegoś bardzo ważnego, czy nie gubimy szacunku wobec poglądów i preferencji innych osób, czy nie dyskwalifikujemy innych tylko ze względu na rasę kota, choć te osoby mogą mieć wielkie serce do zwierząt i nocami dokarmiać bezdomniaki. Nie chcę nikogo nakłaniać, przekonywać czy zmuszać do swojego stanowiska, apeluję jednak o dokonanie własnych przemyśleń i może nawet rewizję niektórych poglądów.

Jak powiedziała bardzo mądra osoba „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”*

 

SZAROBURA MIŁOŚC                                                                                                               (Szarobura miłość)

Jeżeli macie ochotę poczytać o miłości i przyjaźni „arystokracji, która siada zawsze z zawiniętym ogonkiem wokół własnej osi, perfekcyjnie zawiniętym i Niuniem, który robi PLASK  wielko dupo rozczochrano niedbało” zapraszam tutaj:

https://www.facebook.com/szaroburee/photos/a.371843179577535.84177.345956012166252/761487507279765/?type=3&__mref=message_bubble

 

 

 

 

 

 

* Ernest Hemingway




Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: