Kot wychodzący – historia Magdy i kotki Frei

Freja jako koci neurotyk nie opuszczała podwórka. Nie wspinała się na drzewa, nie polowała ptaki czy myszy. Jedyne co ja interesowało to motylki, muchy czy chrabąszcze. Wystarczyło zawołać jej imię a już pojawiała się na parapecie. Nie ufna wobec obcych. Idealny kot do wypuszczania na pole. Pewnego wieczoru chcieliśmy z mężem jechać na zakupy. Freja w tym czasie łapała chrabąszcze w ogródko. A, ze było lato szkoda mi jej było wołać do domu. Wszak zakupy miały nam zając raptem 20 minut. Zostawiliśmy ja i pojechaliśmy. Gdy wróciliśmy do domu, Frei nigdzie nie było. Wołałam ją, ale ona nie przychodziła. Po kwadransie pełnym nerwów, kot wpadł do domu płacząc niemiłosiernie. Z pyska toczyła piane, przewracała się. I płakała. Przeraźliwie płakała. Wtulała się we mnie, a po chwili gryzła i drapała do krwi. Zaczęły się drgawki. Byłam przekonana, ze to padaczka. Kot w transporter i do weta. Byłą 22. Mieszkam na wsi zabitej dechami. Nie ma tutaj 24h lecznicy. Pozostało mi wydzwanianie do wety, i płacz w słuchawkę by nas przyjęła. Po obejrzeniu kota i podaniu antidotum weta orzekła, ze ktoś otruł kota pestycydem. Który po dodaniu np. do mleka jest bezbarwny i bezwonny. Silny pestycyd który każdy rolnik ma u siebie. A który u niej na wsi stanowi główny powód padania kotów jak muchy. Freja miała 2% szans na przeżycie. Zasadniczo weta od razu postawiła na niej krzyżyk. Freja nie mogła chodzić, wiec położyliśmy ja do dużego kartonu i pilnowaliśmy. Na zmianę ja i mąż. Co godzinę była pojona strzykawka. Załatwiała się pod siebie, oddychała płytko. Miałam wrażenie, ze każdy oddech sprawia jej ogromny ból. W ten sposób wyjęto mi z życia całkowicie dwie doby. Przemywałam kota chusteczkami dla dzieci. Jednak to w żaden sposób nie uchroniło jej od okropnych odparzeń w okolicy odbytu. Skora na ogonie była czerwona. Pozbawiona sierści. A kot z mojej winy walczył o życie. Gdy w końcu usiłowała stanąć o własnych nogach w kartonie, zadzwoniłam do weterynarz. Pozwoliła ja wypuścić. Zataczała się. Upadała. Doczołgała się do miski z woda i pila łapczywie. Ledwo weszła do kuwety i się załatwiła. Z samego rana pojechaliśmy na wizytę. Kroplówki brała jeszcze tydzień. Trzy razy w ciągu dnia musiałam z nią jeździć. Mimo, ze zaczynała wracać do sil weta nie pozwala mi się cieszyć. Gdyby nerki zostały uszkodzone kot nie miałby szans. Kolejne badanie krwi. Nerki pracują. Wątroba w rozsypce. Dostała silne ludzkie leki na wątrobę. Freja wróciła do życia. Ale to był początek naszych problemów. Po miesiącu od zatrucia zaczęła nagle łysieć. Brzuch, uda, wewnętrzna cześć ogona i boki były pozbawione sierści. Trzech rożnych weterynarzy, każdy mówiący, ze to depresja. Ładowanie w kota antydepresantów. Feromony. Nic. Kot łysieje coraz bardziej. Dopiero nasza obecna weta uznała, ze to alergia pokarmowa. Na karmie hipoalergicznej kot zaczął odrastać. Na chwile obecna Freja ma zniszczony układ immunologiczny. Nie możne jest praktycznie co drugiego mięsa. Weta stwierdziła, ze to są skutki silnego zatrucia. Do tego doszła także alergia na czynniki zewnętrzne. Kot się potrafił dusić. Obecnie jest na lekach. Nie jest wstanie jeść surowizny, przez wyjałowiony żołądek. Wszyscy mówią, ze wieś to idealne miejsce do puszczania kota. Nie prawda. Freję uratowało szczęście. Nic innego. Gdyby nie doczołgała się do domu, znalazłabym ja martwa. Od momentu jej otrucia nie wychodzi. Minęły już dwa lata. Nigdy nie obwiniałam osoby która ja otruła. Obwiniam do tej pory tylko i wyłącznie siebie. Bo to ja wypuszczałam i to ja naraziłam kota na niebezpieczeństwo. Mam pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Nie ma bezpiecznej okolicy dla kota. A wszyscy którzy uważają, ze ich jest bezpieczna są w błędzie. Każdy kto uważa, ze kot wychodzący jest szczęśliwy niech odpowiedzą mi na pytanie czy moja Freja tarzająca się, śliniąca i przeraźliwie plącząca była szczęśliwa? Czy gdy załatwiała się pod siebie, a każdy oddech był bólem była szczęśliwa? Mam trzy koty. Żaden nie wychodzi. Mam założone siatki w oknach. Nigdy więcej nie chce drugi raz skazywać kota na taki ból.

autorka: Magdalena Smash Paszko


Jak wielu z Was, wie jestem przeciwnikiem wypuszczania kotów luzem i takie historie utrzymują mnie w pewności, że moja decyzja jest słuszną. Decyzje i rozważania w temacie pozostawiam Wam.

Mieszko


Zawodowo zajmuję się profesjonalną opieką nad zwierzakami w ich domach, zajmuje się doradztwem behawioralnym oraz konsultacjami żywieniowymi. Prywatnie opiekun/koci ojciec Czarka i Sue, oraz Kici.


  • Paweł Marder

    Smutna historia, tylko na koniec błędnie postawiona teza w formie pytania.
    „Każdy kto uważa, ze kot wychodzący jest szczęśliwy niech odpowiedzą mi na pytanie czy moja Freja tarzająca się, śliniąca i przeraźliwie plącząca była szczęśliwa?”
    Równie dobrze mogę zadać takie pytanie: każdy kto uważa, że ludzie powinni wychodzić z domu niech odpowiedzą mi na pytanie czy człowiek, któremu tramwaj obciął nogi jest szczęśliwy?

    • Weronika Iwan

      Ludzie wiedzą, że pod tramwaje nie powinno się wchodzić, a kotu nie wytłumaczy się pewnych rzeczy.

Mieszko Eichelberger | 2014 - 2016 | 511 190 806 | [email protected]

%d bloggers like this: